Adela Kuik-Kalinowska & Daniel Kalinowski

Bezbramna brama czyli koany zen

1. Wdech

Kiedyś pewien mnich zwrócił się do Joshu:
- Właśnie przybyłem do tego klasztoru. Poucz mnie, proszę.
- Czy zjadłeś swoją porcję ryżu? - zapytał Joshu.
- Tak, zjadłem - odpowiedział mnich.
- A więc - rzekł Joshu - idź i umyj miski.
W tym momencie mnich doznał oświecenia. (Mumonkan,
Joshu i zmywanie naczyń,
s. 24)
Sytuacja z utworu przed chwilą cytowanego jest bliska badaczom literatury zen, a przedstwiony właśnie koan to wszak jak najbardziej jej manifestacja. Podchodzi się więc do dzieła, jak ów mnich z cytatu, z pewnym namaszczeniem lub nieufnością, pragnie się od niego czegoś nauczyć albo je intelektualnie zaanektować. I już w tym momencie czeka niespodzianka, bowiem dla zrozumienia pełnego przesłania koanu obydwie postawy są błędne. Okazuje się, że wszelakie partykularne wyjaśnianie to tylko naskórkowe próby, rozumowe sztuczki, które z istotą zen niewiele mają wspólnego. Czyżby więc chodziło o tak proste i oczywiste prawdy jak umycie swoich misek po posiłku? Tylko tyle, tak banalne? Może jednak nie jest to aż tak mało... Koan odsyła do gotowości przyjęcia rzeczywistości taką jaką ona jest. Ale chodzi tu o przyjmowanie czystej rzeczywistości; czystej, a więc bez jakichkolwiek nastawień, koncepcji czy wyobrażeń. Mnich był na to gotów, doznał więc oświecenia. Czytelnik koanów zmagać się musi z przeświadczeniem, iż jego poznanie będzie cząstkowe i nadzwyczaj szczupłe, nie zawsze ma za sobą trening duchowy, jeśli zaś dozna swoistego oświecenia, to zaledwie w zakresie praw literatury. A mówimy przecież nie tylko o literaturze, ale i o tradycji religijnej, a w tej czeka konieczność praktykowania koanu zen w każdej, właściwie we wszelkiej życiowej aktywności i bierności. Literatura tak wysokich wymagań nie stawia. Koan odbierany literacko można przeczytać jak jeszcze jedną ciekawostkę orientalną. Co więcej, cały zbiór koanów można przeczytać w jeden wieczór, zaliczając go w ten sposób jak jeszcze jedną lekturę. Zen jako tradycja duchowa tego nie dopuszcza. W tym momencie drogi literatury i religii się rozchodzą. Trzeba badaczowi pozostać zostać na poziomie, na którym opisujemy niewidomemu kolory lub spragnionemu smak wody.


2. Duchowy przypadek

Dawno temu na górze Grdhrakuta Siakjamuni uniósł kwiat przed zgromadzeniem oczekującym jego mowy. Wszyscy milczeli, tylko czcigodny Mahakaśjapa uśmiechnął się.
Rzekł wtedy Budda:
-Posiadam oko prawdziwego prawa, serce nirwany i niezrównaną naukę bezforemnej formy. Nie można tego wyrazić w słowach ani przekazać na piśmie. Teraz wręczam to Mahakaśjapie. (Mumonkan,
Budda podnosi kwiat, s. 23)

Koany powstawały w różnych okolicznościach, jeden z nich zacytowany powyżej, odwołuje się do historycznego ustanowienia duchowego spadkobiercy nauk Buddy Gautamy. Oto najgłębsze nauki zostały zamanifestowane, a nikt poza Mahakaśjapą tego nie zauważył. Wszyscy czekali na słowa, tymczasem prawda wyrażona została poza nimi. Sam rdzeń buddyzmu zaistniał w spontanicznym akcie, poza dyskursywnym myśleniem, pozostawiając na boku oczekiwania oraz wartościowanie. To wydarzenie głęboko zapadnie w pamięć następnym pokoleniom buddyjskiej tradycji i stanie się inspiracją do wyrażania duchowości pozawerbalnie.
Koan jest słowem japońskim, pochodzi zaś z chińskiego terminu kung'an (koreań. kong'an) pierwotnie i dosłownie oznaczającego przypadek czyli prawny precedens. W buddyzmie zen koany składają się z pytań uczniów i odpowiedzi ich mistrzów, z urywków kazań lub wypowiedzi mistrzów, z fragmentów sutr i innych nauk. Koany stać się mogą elementem duchowych ćwiczeń; elementy koanów tj. zwroty, słowa nazywane są wówczas wato (chiń. hua'tou). Zen stosuje koan jako sformułowanie wskazujące na ostateczną prawdę, wyrażaną w sposób wprowadzający adepta duchowej ścieżki w zdziwienie, zakłopotanie a nawet pomieszanie. Jest to bowiem rodzaj pytania, które nie może zostać rozwiązane na sposób wyłącznie racji intelektualnych, trzeba tu głębszego, istotowego rozumienia.
W tradycji zen mówi się o 1700 koanach, choć w praktyce duchowej stosuje się przeważnie najwyżej pięćset. Umieszczane są one w specjalnych zbiorach, z których najbardziej znane to: Wumenguan, Biyanji, Congronglu, Denko-roku, Jujukinkai. Później zbiorki te opatrywane są komentarzami, dopiskami, wierszami mistrzów zen, co powoduje, iż koany nie zostają tylko historycznymi zabytkami buddyzmu, lecz żywą, wielokrotnie interpretowaną aktywnością duchową.


3. Twarzą w twarz

Pewnego razu mnisi ze wschodniej i zachodniej części klasztoru spierali się o kota. Podnosząc zwierzę do góry, Nansen rzekł:
- Mnisi, jeśli potraficie znaleźć właściwe słowo, oszczędzę kota, jeśli nie zabiję go!
Nikt nie potrafił odpowiedzieć i ostatecznie kot został zabity.
Wieczorem, kiedy wrócił Joshu, Nansen opowiedział mu, co się wydarzyło. Wtedy Joshu zdjął sandały, położył je sobie na głowę i wyszedł.
- Gdybyś tam był - powiedział Nansen - oszczędziłbym kota. (Mumonkan,
Nansen zabija kota, s. 32)

Koan istnieje w szczególnym artystycznym otoczeniu. Już w warstwie literackiej widać, że koan to szczególnego typu teatr. Oto przed nami scena krótka, ale wybitnie dramatyczna. Otoczenie i przestrzeń ledwo zarysowane, absolutnie niezbędne przedmioty i najważniejsze: opozycyjnie względem siebie ustawieni bohaterzy zdarzenia. Obydwie strony reprezentują jakiś duchowy stan czy kondycję. Ich słowa są mocne, niekiedy nawet dosadne. Sytuacja staje się przez to napięta, jakby chodziło tu o czyjeś życie lub śmierć. Nie na darmo bowiem bardzo często koan wynika z pojedynku dharmy. Toczy się bowiem walka, lecz nie fizyczna, nie intelektualna, a duchowa. Jest to walka o absolutną prawdę, pełna zamaszystych gestów, drastycznych czynów, krzyku i jeszcze „głośniejszego milczenia. Uczeń potulnie lub bezczelnie zapytuje o najpierwotniejsze prawa, mistrz je manifestuje, zaś czytelnik koanu wszystko z dystansu ogląda jak jeszcze jedną anegdotę.
Bywa jednak odwrotnie, kiedy koanu nie odbiera się już na poziomie literatury, a na poziomie duchowego treningu. Wówczas to w procesie otwierania się adepta na rzeczywistość sakralną, mistrz jako duchowa akuszerka, próbuje stworzyć odpowiednie warunki do „urodzenia się prawdy ucznia. Jedną z metod takiej samorealizacji jest właśnie zadanie rozwiązania koanu uczniowi i żąda od niego natychmiastowej odpowiedzi. Mistrz sprawdza wówczas głębokość i celność rozumienia ucznia. Nie istnieje jednak jedna odpowiedź na ten sam koan. Każdego dnia odpowiedź może być inna, ponieważ uczeń nie powinien przywiązywać się do jednej tylko wersji prawdy. Poza tym nie o intelektualne znaczenie chodzi; wszak rzeczywistość w buddyjskim rozumieniu nie ma stałej, niezmiennej postaci a raczej przypomina rodzącą się i umierającą aktywność, dynamiczną energią tathagathy, czyli „takości. Idzie więc o wyrażenie czystej formy bycia, bycia świadomego.


4. Humor i paradoks

Pewien mnich zapytał Unmona:
-Czym jest budda?
-Suchym gównem na patyku! - odpowiedział Unmon. (Mumonkan,
Gówno Unmona, s. 40)

Zacytowany koan brzmi jak dosadny żart, w dodatku bluźnierczy. Jak bowiem można porównywać tak podstawową wartość buddyzmu do ekstrementów... Okazuje się, że można i to wcale często. Inne opowieści zen także pełne są sytuacji, które odebrać można jako nieprzyzwoite, komiczne lub choćby zabawne. Ci wszyscy ekscentryczni mistrzowie jak ten, co mówił sam do siebie lub ten, który na pytanie o zen zawsze unosił palec, czy wreszcie ci, którzy bili swych uczniów, robią zaiste zaskakujące wrażenie. Blisko od tego czytelniczego stanu do wybuchu śmiechu. Śmiech i humor zostały jednak szczególnie wyraźnie wpisane w tradycję zen. Niektórzy z mistrzów mówią w tym momencie nawet o wyzwalającym śmiechu. Humor w koanach świadczy o promowaniu postawy niezależności, o niechęci do doktrynerstwa i rutyny. Zwłaszcza komentarze do koanów są na to dobrym przykładem, ich komentatorzy bowiem nazywają swych szacownych poprzedników głupcami, starcami, nawet oszustami.
Wymowa takich słów nie służy wszakże wyłącznie tworzeniu opozycji serio - nieserio. Nie chodzi tu o brak szacunku dla patriarchów, czy beztroską prowokację. Szaleństwo mistrzów i bezkompromisowość uczniów służy budowaniu paradoksu. Koan, ta „bzdurna zagadka jest również wyrazem paradoksu rzeczywistości. Owym literackim środkiem wyrazić się próbuje niewyrażalne, przybliża się prawdę duchową. Dla kogoś o innej, pozazenistycznej mentalności duchowo-kulturowej koany mogą przypominać absurdalne powiedzonka. Jednakże ich wartość tkwi w przebiciu się do przestrzeni doświadczania „od wewnątrz, poza wyłączną dominację rozumowych i wartościujących spekulacji. Jednym z zadań koanów jest naruszenie logicznego, przyczynowo-skutkowego ciągu wydarzeń, by w rezultacie wprowadzić w ruch inny sposób przeżycia i doświadczenia własnego życia i świata. Właśnie „od wewnątrz widać, że rzeczywistość jest pełna dynamicznych zmian, przekształceń wartości i płynnych granic, iż wzniosłość może się okazać trywialna, brzydota pięknem. Oprócz tego pozornego zamieszania, głębiej dostrzec można trwałą w swej nietrwałości podstawę. Choćby taką, o której była mowa w zacytowanym przed chwilą koanie: według tradycji buddyjskiej we wszystkich czasowych i nietrwałych istotach i rzeczach zawarta jest natura Buddy, a więc i kał na patyku musi ją wyrażać.


5. Rozgrzana do czerwoności kula

Wiatr trzepotał świątynną chorągwią. Dwóch mnichów wiodło spór. Jeden mówił, że flaga się porusza, inny twierdził, że to wiatr. W żaden sposób nie potrafili dojść do zgody. Wtedy Szóstry Patriarcha powiedział:
- Nie porusza się ani wiatr, ani chorągiew. Wasz umysł jest tym, co się porusza.
Mnichów przejął lęk. (Mumonkan,
Ani wiatr, ani chorągiew, s. 51)

Koan inspiruje psychologiczny i duchowy rozwój praktykującego. W medytacjach zen początkowo zalecane jest skupienie uwagi na oddechu i powolne wyciszanie fal umysłu. Okazuje się jednak, że owo nic-nie-robienie to droga ciężka i wymagająca dużej determinacji. Chwilami może się wydawać jałowa i nie przynosząca żadnych pozytywnych rezultatów. Wówczas prowadzący trening duchowy mogą ożywić ją koanami. Nie chodzi jednak tylko o uatrakcyjnienie procesu duchowego. W zależności od poziomu samorealizacji, na którym znajduje się uczeń, taki dostaje do dalszej pracy koan. Te, które są najbardziej zrozumiałe pozwalają jeszcze na utrzymanie się szczątków logiki i życiowego rozsądku, ale też są w duchowym wymiarze najpłytsze. Natomiast te, które są najbardziej niejasne i absurdalne, są dla życia religijnego najgłębsze. W istocie bowiem różne klasy koanów odzwierciedlają różne poziomy duchowego urzeczywistnienia. Kto jednak ustala ową hierarchię? Częściowo wynika to z tradycji zen, częściowo decyduje o tym nauczyciel. Mistrz swoim, używając buddyjskiego określenia - trzecim okiem, ocenia czy uczeń może rozpocząć, bądź też uczynić dalszy krok w praktyce koanowej, czy też nie. Taka decyzja dojrzewa oczywiście we wzajemnie budującej się przez wiele lat wzajemnej relacji całkowitej wiary i zaufania u ucznia i ofiarowania się potrzebującym u nauczyciela.
Koan choć urozmaica drogę duchowego rozwoju, nie czyni jej jednak łatwiejszej. Koany mają zapadać w umysły, a raczej w trzewia. Tam właśnie poleca się utrzymywać pytanie koanu. W brzuchu też przeistacza się on w wielką, rozgrzaną do czerwoności kulę, którą choć chce się wyrzucić w torsjach na zewnątrz, to jednak zostaje ona we wnętrzu, nie pozwalając na komfortowy sen. To zaś inspiruje pracującego nad koanem do porzucenia wszelkich logiczno-racjonalnych dowodzeń i rozwiązań dotyczących siebie, inspiruje do wydobycia wewnętrznej siły, aby w ostateczności doświadczyć bezpośredniego wglądu we własne jestestwo. Nie znaczy to jednak, że po jednym takim doświadczeniu droga dobiegła końca. Później idzie o utrzymanie stanu jasności w możliwie każdej życiowej sytuacji.


6. Wydech

Do zen nie ma bram. Celem słów Buddy jest oświecenie innych. Zatem zen powinien być bez bram.
Jak zatem przechodzi się przez tę bezbramną bramę? Niektórzy mówią, że cokolwiek przechodzi przez bramę, nie jest rodzinnym skarbem, że cokolwiek powstaje przy pomocy drugiego, prawdopodobnie rozpłynie się i zniknie.
Nawet takie słowa przypominają wzbudzanie fal na bezwietrznym morzu lub przeprowadzenie operacji na zdrowym ciele. Jeśli ktoś kurczowo trzyma się tego, co powiedzieli inni i usiłuje pojąć zen dzięki wyjaśnieniom, jest jak osioł, który uważa, że może uderzyć księżyc tyczką lub podrapać swędzącą stopę, nie zdejmując buta. Mimo wszystko jest to niemożliwe.

Określanie zen przez słowa jest niemożliwe, ale co zrobić z opisywaniem koanów? Jeśli są tak silnym elementem zen, to z pewnością wymykają się estetycznym terminom. Zgodziliśmy się jednak na opis części aspektu koanu, na ukazanie literackich śladów zjawiska. To tak mało, lecz w końcu od czegoś trzeba było zacząć...
Koan jest dość mocno rozpoznawalnym elementem buddyzmu zen, szczególnie dla szkoły Rinzai. Niekiedy ta rozpoznawalność staje się cechą w konsekwencji zaciemniającą, ponieważ w opisach zen, zwłaszcza u autorów nie obeznanych lub nierozumiejących zbyt dobrze tej tradycji, staje się dominantą, czynnikiem rzekomo najważniejszym, a przy tym często drwiąco przez takich komentatorów ocenianym.
Koan stał się jednak popularny także w dzisiejszej literaturze i to w tej, którą nie można podejrzewać o buddyjskie w religijnym sensie sympatie. Mowa tu zwłaszcza o twórczości czeskiego poety Ivana Wernischa i rosyjskiego pisarza Władymira Szynkariowa, którzy dla swych absurdalnych opowieści niekiedy wykorzystują formę koanu. W tym ujęciu nie chodzi już o wartości duchowe tekstu, a jedynie jego paradoksalną wymowę i niedorzeczny żart.
Za przykład można podać tu opowiastkę Pewnego razu Mistrz Kadô wyszedł ot tak z tomiku Wernischa Droga do Aszchabadu albo Pumpke i dalajlamowie oraz fragment drugiej części „poematu Szynkariowa Maksym i Fiodor zatytułowaną Tam - Z powrotem (zen buddyjskie przypowieści i koany):

Pewnego razu mistrz Kadô wyszedł ot tak na spacer w pola i wrócił z niego z rozbitym czołem i obtartymi kolanami. Obiema rękami dźwigał wielki, ciężki kamień.
Uczeń, który tego dnia wyganiał z chaty mistrza muchy, zdziwił się:
- Na co ten kamień?
- Chociaż wygląda jak każdy inny - mówił mistrz Kadô - to właśnie ten kamień czatował na mnie na drodze, żeby zaplątać mi się pod nogi. Nie wiem, jaki miał powód po temu, nie wiem też, co jeszcze zamierza przeciw mnie przedsięwziąć, chcę go więc mieć stale na oku.

Oto przypadek skrajnie niewiarygodny, lecz nie należy gardzić nawet takimi wiadomościami o Maksymie i Fiodorze.
Pewnego razu Maksym zapytał, w czym, zdaniem Piotra, zawiera się sens zen.
- Zen - powiedział Piotr, który lubił porównania subtelne, lecz niedalekie - to sztuka nalać dwie pełne szklanki wódki z jednej ćwiarteczki.
- Z pustej - dorzucił Wasyl.
Maksym przeniósł wzrok na Fiodora.
- I wódki nie wypić - rzekł Fiodor.
Maksym z zadowoleniem kiwnął głową, powiedziawszy:
- I do szklanek nie nalać.

Koan trafiając więc w zasięg działania kultury europejskiej, usamodzielnia się od buddyjskiego środowiska religijnego i przybiera postać paragatunku charakteryzującego się dialogowością, minimalnym opisem, nonsensownym humorem i wyraźną pointą. Autorzy wykorzystujący koan zużytkowują go do swych zabiegów artystycznych z racji budowania dystansu do tradycyjnych europejskich gatunków poetyckich, z powodu własnych eksploracji pośród literatury orientalnej i na koniec również pod wpływem mód kulturowych. Ten ostatni powód, jak widzieliśmy w zacytowanych przykładach, nie jest tylko bezrefleksyjnym naśladownictwem, ale wzmacnia ironiczny stosunek twórcy do rzeczywistości świata i rzeczywistości literatury.
W przypadku Szynkariowa do głosu dochodzi dodatkowo rosyjska „tradycja czy też „filozofia alkoholum, tylokrotnie już przedstawiana w literaturze. Bohaterowie Maksyma i Fiodora reprezentują tzw. mitków czyli ludzi znajdujących w piciu alkoholu swoistą postawę życiową. Szynkariow przedstawicieli mitków ukazuje niczym ekscentrycznych mistrzów zen i ich uczniów. Pojawiają się znane z klasycznych koanów motywy i zwroty, lecz u rosyjskiego twórcy użyte w odmiennym, pozareligijnym sensie. Działanie takie oprócz artystowskiego gestu ma również na celu nadanie ruchowi (?), pokoleniu (?) mitków szerszego otoczenia kulturowego.
Jakie inne dalsze realizacje uzyska klasyczny koan przekonamy się, śledząc najnowszą, także polską literaturę.