Używki kulinarne Witkacego

Daniel Kalinowski


* 1 *
Zwierzęta się wypasają; człowiek je; ale umie jeść tylko człowiek inteligentny. (A. Brillat-Savarin, Aforyzmy profesora)

W Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku w dość eksponowanym miejscu wiszą obok siebie cztery tworzące kompozycyjną całość rysunki nazywane „Szkicami barowymi. Tytuły tych prac i to, co na nich narysowano, określa dość prowokacyjny stosunek Witkacego do kulinariów. Tak jedzą tamci, a tak im się przypatrują ci - to pierwszy obraz, na którym zgarbiony, wychudzony mężczyzna, z przestrachem (być może przed obserwującym go innym mężczyzną) zjada wieloskładnikowy posiłek. Tak żrą podobno wszyscy, gdy ich nikt nie widzi. Inni temu przeczą. Kto? - to obraz drugi, przedstawiający tłuściocha, który z lubością i w skupieniu spożywa podobne jak w obrazie pierwszym pokarmy; a więc kanapkę, jajko w majonezie, jajko z kawiorem, gorącą szynkę, parówki, kawałek tortu, owoc, pączek i lody. Na trzecim obrazie Tak pije kobieta rasowa i dobrze wychowana widzimy karykaturalną personę z krzywym uśmieszkiem, wylewającą ukradkiem alkohol z kieliszka. I wreszcie na czwartym obrazie Tak pijemy my przedstawiona została para wpatrzonych w siebie ludzi, trzymających pełne szampanówki. Na trzecim i czwartym obrazie widnieje takie samo menu: szampan, wino, likier i wódka. Co ciekawe, mimo różnic „stanowych między pijącymi i jedzącymi postaciami na rysunkach, efekt finansowy barowych biesiad i pijatyk jest zbliżony - i jedni i drudzy za wyszynk i wypitkę zapłacić muszą podobne pieniądze.
Można w tym momencie zastanawiać się dlaczego owe „Szkice barowe powstały? Najprościej byłoby powiedzieć, że z racji potrzeb estetycznej prowokacji, gestu artystycznego i żartu. W takim ujęciu cztery rysunki kulinarne Witkacego ograniczone byłyby jednak do „folkloru biograficznego artysty, jego gier i błazenad. To chyba zbyt mało, gdyż w „Szkicach barowych widać nie tylko zabawę, ale również elementy artystycznego światopoglądu zakopiańskiego prowokatora. Na przywołanych obrazach ukazane zostały typowo Witkacowskie postacie: schizotymik, pyknik, demoniczna kobieta oraz namiętny związek pary ludzi. W pracach tych artysta, oprócz zaprezentowania głównych postaci, ukazuje nie mniej istotne tło z tajemniczymi ludźmi, przypatrującymi się głównym wydarzeniom. Tworzy się wówczas na rysunkach semantyczne napięcie między jedzącym, a tymi, którzy czynność tę obserwują, między tym co biologiczne (głód, apetyt), a tym co narzuca kultura (opanowanie, ceremoniał). „Szkice barowe Witkacego można więc odbierać jako artystyczną reakcję (żartobliwą zresztą) na problem kulinariów. Głównym jak się wydaje przesłaniem tych prac jest krytyka ludzi przyjmujących przeróżne, przeważnie obłudne postawy wobec jedzenia.


* 2 *
Można zostać kucharzem, ale człowiek rodzi się pasztetnikiem.

„Szkice barowe Witkiewicza to kompozycje w sposób bezpośredni dotykające kulinariów. Oprócz nich na wielu portretach jego autorstwa widnieją jeszcze produkty spożywcze użyte jako elementy tła dla pierwszoplanowego modelu. Oglądamy więc ludzkie twarze i postacie a obok nich stoły z jadłem, patery z owocami, szklanki i kieliszki. W pastelowych kompozycjach Witkacego kulinaria musiały być ważnym czynnikiem, skoro niekiedy jedynie one są na obrazie do rozpoznania, pozostałe elementy tła to zjawiskowe aureole, zaszkicowane symbolicznie ubrania i intensywne kreski „napięć kierunkowych. Obecność wiktuałów na obrazach wynikać może z faktycznych fascynacji Witkacego malarstwem Gauguina, który tworzył portrety z talerzykami pełnymi egzotycznych owoców. Wydaje się jednak, iż rolę pożywienia w malarstwie Witkacego można również odnieść do systemu ontologicznego twórcy. Wszakże i w tym przypadku portretowany model w połączeniu z tłem zaopatrzonym w kulinaria mógł stanowić podkreślenie podwójności ludzkiej egzystencji: tj. przeciwstawienie realności człowieka (wewnętrznie przy tym rozdwojonego) wobec fantastycznego świata wyobraźni.
Warto wreszcie zwrócić uwagę, że motywy kulinarne pojawiają się w pracach plastycznych Witkacego o wiele częściej niż dotąd wskazywane sytuacje, tyle że w zupełnie odmiennej funkcji. Na jednym z rysunków Witkacego pt. Pielgrzymi do Juta-Juta... odnajdujemy taką oto sygnaturę: N?, NP + móżdżek + kartofle z sałatą i placek śliwkowy. Okazuje się więc, że oprócz typowych opiatów i narkotyków, jakie stosował Witkiewicz podczas tworzenia swych prac, również i jedzenie uważał za używkę mającą wpływ na efekt artystyczny dzieła. Nawet jeśli zacytowana przed chwilą sygnatura jest żartem, to przecież Witkacy uważa i żywność za ważny składnik swej psychicznej i fizycznej dyspozycji artysty. Jeśli natomiast uznać, że kulinaria to również płyny, to okaże się, iż jako podniety twórcze nigdy nie były marginesem. Jakże często bowiem pojawia się wśród sygnatur Firmy Portretowej: kawa (cof.), herbata (her.), wino i „pyfko.
Prywatne preferencje kulinarne Witkacego nie są szczególnie odmienne od używek artystycznych. Samo zresztą oddzielanie Witkacego-artysty od Witkacego-osoby prywatnej mija się z sensem, gdyż był to człowiek czyniący z własnej biografii szczególnego typu dzieło sztuki. Wiemy więc, iż w ciągłej pasji artystycznej aranżacji faktów życiowych Witkacy lubował się również w ekscentrycznych ceremoniałach parzenia herbaty lub kawy. Jego zaś ulubioną potrawą były „ołatki (wyraz rosyjskiego pochodzenia) czyli placki ziemniaczane, które „zażywał z pomidorami i cebulką. Lubił również rydze smażone na maśle, kołduny i racuchy. Za takie jadło gotów był podobno do sowitych wynagrodzeń. Dobra kucharka była więc w jego otoczeniu osobą wysoce pożądaną.


* 3 *

Powiedz mi, co jesz, a powiem ci, kim jesteś.

Motta, które pojawiają się na początku rozdziałków są wypowiedziami kogoś, kto z Witkacym nigdy nie był związany, kto żył wiele pokoleń wcześniej, w dodatku we Francji. A jednak mógłby ów ktoś Witkacemu zaimponować - był to człowiek bogaty, arystokratyczny, smakosz i sybaryta. Napisał on kuriozalną książkę o gastronomii doskonałej, co kochającemu oryginalne i ekstrawaganckie dzieła Witkacemu, prawdopodobnie bardzo by zaimponowało. Tą osobą był Anthelme Brillat-Savarin (1755-1826) urzędnik państwowy i sędzia, który po cichu, w zaufanym gronie przyjaciół, układał swe dzieło życia o rozkoszach jedzenia. Czy Witkacy mógł znać jego książkę? Tego nie da się jednoznacznie rozstrzygnąć, zważywszy na tak różnorodne, chaotyczne i zaskakujące lektury (również w zakresie XVIII-wiecznej literatury francuskiej) jakich dokonywał Witkiewicz.
Nie poruszając dalej kwestii zależności intertekstualnych między twórcami, powróćmy do zacytowanego na wstępie aforyzmu i spróbujmy odpowiedzieć, czy istnieje związek między tym, co jadają Witkacowscy bohaterzy, a tym kim są. Za przykład niech posłuży kilka postaci.
W Nowym wyzwoleniu Król Ryszard III pije herbatę i zajada ptifury (kruche ciasteczka), na stole zaś leżą „suszone śliwki, kandyzowane papaje, jabłko, które Ewa dała Adamowi, jako sprasowane marmoladki. Kozdroń (W małym dworku) pije kawę i zajada się suchą bułką, wtóruje temu Nibek i Widmo raczący się bułką z masłem i miodem oraz zgliwiałym serem. Janina Węgorzewska i jej syn Leon (Matka) zjadają skromną kolację czyli makaron po włosku. W Onych Kalikst Bałandaszek rozkoszuje się zapachem pigwy i grzybkami w kapuścianym kwasie, obiecując sobie wiele po pasztecie z nóżek nowo narodzonych czarnych koźląt. W Szewcach rzemieślnicy zazdroszczą Scurvemu takich delikatesów jak wąparsje w sosach. Goście podwójnego wesela Heli Bertz i księcia Prepudrecha oraz Atanazego Bazakbala i Zosi Osłabędzkiej (Pożegnanie jesieni) zajadają trywuty, murbie na zimno, taftany na słodko-słono, kanapki z pieczonej gorgondylii i surowego fryku na mankanilowym pumperniklu. W Nienasyceniu wreszcie wielkim przysmakiem są szczurze ogony, raz przysmażane na lnianym oleju, drugi raz spożywane przez Kocmołuchowicza i chińskich dostojników w sosie z duszonych w pomidorach pluskiew.
Z tych przykładowych zestawień postaci i potraw wyłaniają się zagmatwane zależności między tym, kim owi bohaterowie są, a tym co jedzą. Do tego kłębowiska artystycznych pomysłów dochodzi jeszcze i ten problem, że w kilku przypadkach potraw o fantastycznych nazwach, trudno jednoznacznie powiedzieć, co właściwie w danym utworze bohaterowie jedzą i piją...


* 4 *
Odkrycie nowego dania większym jest szczęściem dla ludzkości niż odkrycie nowej gwiazdy.

We wstępie Stanisława Ignacego Witkiewicza do Pożegnania jesieni czytamy:

Pomysł wprowadzania fantastycznych nazw dla nie istniejących na przykład potraw wziąłem ze zniszczonej niestety (...) powieści Leona Chwistka pod tytułem Kardynał Poniflet (...), w której „występowały nie istniejące rośliny. Zamiast kopiować jakieś „menu zjedzone w Hôtel „Australia w Sydney czy też z uczty u majora miasta Bendigo koło Melbourne, albo po prostu od Rydza w Warszawie, wolałem podać nazwy potraw nie istniejących. W ten sposób nawet dla klubu smakoszy w Paryżu mogłyby te potrawy posiadać pewien urok.

Po tych słowach można by skwitować obecność w utworach Witkacego najdziwniejszych nawet potraw określeniami: literackie pasożytnictwo i fantastyka. Tezę o literackim pasożytnictwie można w przypadku kulinariów trochę rozwinąć. Powieść Chwistka, jak wspomniał Witkacy, została zniszczona, nie można więc przeprowadzić konkretnych materiałowych badań. Samo jednak przyznanie się autora Pożegnania jesieni do cytowania teoretyka formistów jest tu oczywiście znaczące i badania intertekstualne tych tekstów byłyby z pewnością zajmujące.
W ramach mówienia o literackim pasożytnictwie ciekawym byłoby natomiast zbadanie relacji między pisarstwem Witkacego i Rabelais'go. Choć zrobił to już Michał Głowiński, warto byłoby popatrzeć bliżej również na obecność kulinariów u tak pozornie odległych sobie twórców, zwłaszcza, że twórczość autora Gargantui i Pantagruela obfituje w fantazyjną mieszankę elementów satyrycznych, filozoficznych i orgiastycznych, które wszak typowe są i dla Witkacego. Warto pamiętać i o tym, że tłumaczem pisarza francuskiego był przyjaciel Witkiewicza - Tadeusz Boy Żeleński.
Po wspomnieniu Rabelaisego nasuwa się od razu problematyka fantastyki jako stylistycznej tonacji dzieł Witkacego. Warto jednak zwrócić uwagę, iż fantastyka Witkiewicza w zakresie nazw potraw wcale nie jest odległa od różnorakich gier i zabaw językowych, prowadzących do zaskakujących efektów semantycznych.
W Pożegnaniu jesieni podczas całonocnego seksu Atanazego i Heli jedzą oni „zupę z czerwonych marmontijów i pasztet ŕ la Trémouille z wątróbek gandyjskich trywutów, zaprawionych sosem Waterbrooka. Później pojawia się „marchewka ŕ la Tripolini na specjalnym masełku zrobionym z pewnych wydzielin nosorożca, i pieczeń ze strusia w jajecznicy z jaj tegoż z sałatką z mleczów australijskich, ślimaków z jeziora Nemi i okrągłych kronplajtów damasceńskich przypiekanych uprzednio po brzegach metodą Wrighta. W Nienasyceniu na stołach podczas jednej z orgii znalazły się jądra małp Dżoko w makaronie z jajowodów kapibary, posypane tartymi koprolitami marabutów, karmionych specjalnie turkiestańskimi migdałami. Wreszcie w Jedynym wyjściu odnajdziemy „majonez z homara Ubo-Tubo i valentine de golaille, i krem ŕ la Picadore branzlé par sa maitresse, i rybki Ping-Fing w zielonawym sosie z onanizowanych nosorożców z Jardin d'acclimatation. W składzie tych wszystkich potraw, aczkolwiek momentami enigmatycznym, w stały sposób występują składniki tradycyjnie uznawane za afrodyzjaki, a więc wątróbka, jądra małp i nosorożca, jajka, owoce morza oraz migdały. Tego typu kulinaria nie są więc tylko elementem fantastycznym narracji, lecz w dobitny sposób towarzyszą aktom seksualnym jako swoiste ich dopełnienie. Jedzenie i seks połączone w jakąś ekscytującą zmysłową jakość pojawia się nawet wprost, explicité w dramacie Niepodległość trójkątów, kiedy to Eks-Admirał mówi do Serafombyx: „Nie masz pojęcia, jak wściekle wprost potrzebuję kochanki. Te kolorowe dziewczynki to jest nic. To jest jakaś nieistotna zakąska. Tak, jakbym przez dziesięć lat jadł same sendwicze. Ja nareszcie chcę całego obiadu: zupy, entremets, pieczystego i leguminy.
Bardziej abstrakcyjnie od wcześniejszych brzmią nazwy napojów i trunków: hangdog, buiterzang, wino dżewe, koniak ze zdegenerowanych winogron Radży Timoru, perang Camolli-Bemba z trzema kółkami, likiery zrobione z owoców „stukilkunastu gatunków drzew He-He z dodatkiem olejków lotnych, zaśmierdzających brazylijskie muchołapki, ryżowa wódka z różaną wodą. W nazwach tych uderza przede wszystkim egzotyka, choć jeśli uruchomić brzmieniowe skojarzenia np. z językiem angielskim (hangdog - wiszący pies) lub wyczulić ucho na onomatopeje (drzewo He-He), brzmieniowe paralelizmy (wódka - woda, ryżowa - różana), okaże się, że i tu panuje artystyczny porządek o zgoła większym potencjale niż się to przy pierwszej lekturze wydaje.


* 5 *
Stół to miejsce jedyne, gdzie człowiek nigdy nie zazna nudy przez pierwszą godzinę.

Odpowiedzmy teraz jak, gdzie i dlaczego Witkacowscy bohaterowie w taki, a nie inny sposób jedzą i piją? Najczęściej robią to z poczuciem ważności tego, co czynią. Choć wiedzą, iż to naturalna czynność, nadają jej zgoła nienaturalne formy. Bywa więc, że na towarzyskich spotkaniach Pożegnania jesieni Atanazy z przyjaciółmi w jednej chwili jedzą powściągliwie, z zachowaniem wszelkich form dobrego wychowania, niemal arystokratycznie, a tak właśnie wygląda śniadanie składające się z murbii w sosie azamelinowym i krypsa z gonzalagą ŕ la Cocteau. Już w samych nazwach potraw zawarte są wystawność i elitarność tej trącącej francuszczyzną kuchni oraz snobistyczne apetyty i wysubtelnione podniebienia biesiadników. Jednakże już w innej scenie powieści ci sami ludzie obżerają się prymitywnie, biologicznie i bez opamiętania. Są to wówczas nie tyle biesiady, lecz popojki ŕ la maniére russe. Witkacowscy bohaterowie zapychają się wówczas przeróżnymi potrawami, krztuszą i bełkoczą, zapijając to wszystko ogromnymi ilościami alkoholu. Po kilku dniach później... znowu - nie tyle jedzą, co smakują, delektują się, usilnie w nieskończoność przedłużając moment skupionej, wystudiowanej konsumpcji-celebracji.
Wspomniany wcześniej Bałandaszek - esteta, artysta i dawny tytan z Onych, doświadcza piękna nie tylko w tradycyjnych ramach sztuki, ale również w konfiguracjach nowych, zaskakujących jak: „zmięszane na jednej ścianie arcydzieła Giorgiona i Wang - Weja, Picassa i Thaulowa w zestawieniu z zapachem pigwy połączonej z „chevalier d'Orsay. Takie wyrafinowane zestawienia oraz „trochę grzybków i wermutu mogą dać Bałandaszkowi poczucie nieskończonej dobroci wszechrzeczy. Bałandaszek stosuje więc jedzenie jako używkę, środek do osiągnięcia sztucznego raju. Przyspieszenie upragnionego stanu nowości, chwil olśnień i doświadczenia nieznanych stanów psychicznych odbyć się może według Bałandaszka dzięki pasztetom z nóżek nowo narodzonych czarnych koźląt, z nóżek młodych chartów, z młodych białych karzełków czy nawet z marynowanych zielonych żmijek.
Już nie na nieskończonej dobroci, a na nieskończonym zintensyfikowaniu doznań zmysłowych zależy postaciom Pożegnania jesieni, dlatego też pojawiające się w powieści kulinaria najczęściej towarzyszą orgiastycznym spotkaniom. Najbardziej wyszukane potrawy i napoje trafiają na stoły biesiadne podwójnego wesela Atanazego i Zosi oraz Kuby i Heli. Wystawność i egzotyka potraw potęguje nastrój rozprężenia i chęć zatraty w rozkoszach, przelewający się alkohol i uginające się pod ciężarem jadła stoły, prowadzą do wielkiego obżarstwa. Wielkie obżarstwo odbywa się przy tym w atmosferze ostatnich chwil wolności, tuż przed wielką katastrofą. Pikantne potrawy podwyższają również atmosferę „pikantnych spotkań głównych bohaterow powieści Atanazego i Heli, którzy wykorzystują jedzenie jako afrodyzjak. Spożywanie coraz to nowych, fantystycznie z nazwy brzmiących potraw, staje się wówczas elementem wyrafinowanego aktu seksualnego i wzbudzić ma nadwątlone siły kochanków.
Widzimy więc, że kulinaria Witkacego nie ograniczają się tylko do „kto i „co, ale dotyczą także „jak. Pozostaje jeszcze pytanie „dlaczego?


* 6 *
Deser bez sera jest jak piękna kobieta bez oka.

Zestawienie postaci z potrawami prowadzi również do wyodrębnienia czynników estetycznych, jakim podporządkował Witkacy swoje literackie kulinaria.
O obecności
fantastyki już wspomnieliśmy. Elementy gargantuiczne, pure nonsens i żywioł neologizmu w warstwie leksykalnej nazw potraw fantastykę Witkacego rzeczywiście ugruntowują i czynią wyrazistą.
Kulinaria są również trwałymi elementami czynników artystycznych urozmaicających narrację w utworach Witkacego. Czynniki te, nie są jednakże stosowane konsekwentnie. Pojawiają się one z powodu różnych przyczyn i prowadzą do sprzecznych nieraz efektów. Tak na przykład zasadzie
uprawdopodobnienia wydarzeń i bohaterów przyświeca zaopatrzenie obiadu rodzinnego biednego domu Węgorzewskich z Matki w makaron włoski. Zasadzie kontrastu między fantastycznymi postaciami i wydarzeniami wobec pozostałych realistycznych elementów świata przedstawionego podlega ekspozycja Widma z Nibkiem i Kozdroniem zajadających wiejskie bułki z masłem i miodem. Zasadzie groteskowej degradacji podporządkowane jest odarcie z demonizmu, umieszczenie w mieszczańskim saloniku Ryszarda III i dalsze go poniżanie przez ukazanie lubości z jaką tragiczna postać z Szekspira zajada kruche ciasteczka i siorbie herbatę. Wreszcie zasadzie potęgowania dekadenckiego nastroju służy przedstawienie Kaliksta Bałandaszka z Onych, poszukującego coraz to nowych wrażeń pośród fantastycznych potraw oraz ukazywanie orgiastycznych scen weselnych w Pożegnaniu jesieni.
Wymienione funkcje artystyczne umiejscowić trzeba w szerszej kategorii
groteskowości Witkacowskiego świata. Degradacja, kontrast, hiperbola, ekscentryczność czy niespójność, które pojawiły się wśród wspomnianych zasad artystycznych, to wszakże wyznaczniki groteski. Kulinaria więc spotykane wśród literackich motywów wtajemniczenia, upadku tytana, losów artysty w społecznym kataklizmie, sugestywnie współtworzą groteskową dominantę artystyczną utworów Witkacego.
Poza groteskowością i stylistyką jednak, idzie wreszcie o jeszcze wyższą kategorię czyli
metafizyczne nienasycenie oraz poczucie dziwności istnienia, które wpisane są w konstrukcję psychiczną literackich bohaterów i które to czynniki być może najmocniej wyrażają światopogląd twórczości Witkiewicza. Kulinaria podobnie jak narkotyki, napięcia i stężenia uczuć czy szczególnie intensywne akty „urody życia przypominają o obecności Tajemnicy Istnienia. Także jedzenie i picie, choć może mniej skutecznie, mogą spowodować doświadczenie, dotknięcie, choćby przeczucie Czystej Formy. Należy więc tylko życzyć Wielkiego Smacznego w dążeniu do Wielkiej Rzeczywistości.