Daniel Kalinowski

Co jada Gregor Samsa?



***



Gregor Samsa, główny bohater Przemiany Franza Kafki, pewnego dnia z człowieka przeistoczył się w robaka. Metamorfoza dotyczy jednak nie tylko fizyczności Samsy, ale i całej sfery uczuć oraz samodzielności intelektualnej. Sfera ta jest teraz bardziej ludzka niż wcześniej za czasów jego komiwojażerskiego życia. Takie swoiste wysublimowanie, „wydelikatnienie człowieka-robaka pojawia się również w wymiarze fizjologicznym, widać to zwłaszcza przy analizie motywów związanych z odżywianiem się Gregora. Jedzenie początkowo przedstawiane przez Kafkę, jako składnik biologicznego aktu życia, później staje się tylko czynnością nawykową, by wreszcie zostać przez bohatera Przemiany odrzuconą. Gregor wybiera głód śmierci, odtrącając sytość życia. Jedzenie bowiem należy do obcego mu już świata własnej rodziny, świata, w którym panuje automatyzm, obojętność i pasożytnictwo. Jedzenie również (jabłko wbite w grzbiet Gregora), zamiast „od-żywiać, pośrednio staje się jedną z przyczyn jego śmierci.

1. Na chudość Kafki spojrzenie pierwsze

Julia Kafka, matka pisarza z Pragi, wykazywała sumienną, nadopiekuńczą nieco troskę o dojrzałego w końcu syna. Dbała o jego ubrania, styl życia, wyżywienie czyniąc to z całym przekonaniem o swej nieomylności. Już w pierwszym liście do niedoszłej żony Franza, Felicji Bauer, pisanym w tajemnicy przed synem, prosi ją o pomoc w swych działaniach:

On śpi i je tak mało, że rujnuje swoje zdrowie i boję się, że się opamięta dopiero wtedy, gdy nie daj Boże będzie za późno. Dlatego proszę Panią bardzo, żeby Pani w jakiś sposób zwróciła mu na to uwagę i pytała go, jak żyje, co jada, ile spożywa posiłków, w ogóle o jego rozkład dnia.

Felicja usłuchała prośby, jej mieszczańskie wyobrażenie na temat zdrowia fizycznego okazało się zbliżone do matki pisarza, znajdujemy bowiem już niedługo w liście Kafki do przyszłej narzeczonej szczegółową informację o diecie, jaką wówczas stosował:

Ja jem trzy razy dziennie, między posiłkami nic, ale to nic a nic. Rano kompot, herbatniki i mleko. O wpół do trzeciej jak grzeczne dziecko, tak samo jak inni ludzie, tylko w ogóle nieco mniej niż inni, a w szczegółach mięsa jeszcze mniej niż mało, więcej zaś jarzyn. Wieczorem o wpół do dziesiątej jogurt, chleb szwedzki, masło, wszelkiego rodzaju orzechy, kasztany, daktyle, figi, winogrona, migdały, rodzynki, dynię, banany, jabłka, gruszki, pomarańcze. To wszystko jest naturalnie zjadane w odpowiednim doborze, a nie jedno przez drugie, jakby się we mnie sypało z rogu obfitości.

Niedługo po tym liście, sprawa potajemnej korespondencji Felicji i matki pisarza wyjaśnia się za sprawą Maksa Broda. Ten broni zasad swego przyjaciela, zaświadczając, że kondycja Franza i jego odżywianie się zupełnie nie przeszkadza w tworzeniu literatury. Brod wyraźnie opowiada się tutaj za niezależnością od „kochających rodziców:

„Po wieloletnich eksperymentach Franz znalazł wreszcie jedyny dla siebie odpowiedni sposób odżywiania się, mianowicie wegetariański. Przez lata całe chorował na żołądek, teraz jest tak zdrowy i rześki, jak jeszcze nigdy, odkąd go znam. Ale naturalnie przychodzą zaraz rodzice ze swoją banalną miłością i chcą go z powrotem zmusić do mięsa i z powrotem wpędzić w chorobę.

Wszystkie te głosy, szeptane i pisane, utajnione i jawne, stanowią tło dla trwającej wówczas pracy Kafki nad Przemianą.

2. Karmienie człowieka-robaka

Po obudzeniu się z nocnego snu Gregor Samsa odkrywa, że jest robakiem; ogląda swoje liczne odnóża, próbuje wytoczyć się z łóżka i odczuwa silny głód. Głód to ludzki czy zwierzęcy? Wydaje się, że zwierzęcy, kiedy bowiem Gregor znajduje się w pokoju rodziców i widzi lejącą się kawę, nie może się powstrzymać od kilkukrotnego kłapnięcia szczękami, zachowania typowo zwierzęcego. Jakaż to antyteza dla zasad kulturalnego spożywania posiłków, którym tak sumiennie ulega rodzina Samsów. Później, już wypędzony przez ojca do swego pokoju, Gregor odkrywa, że jego dotychczasowe, ulubione, ludzkie pożywienie zupełnie mu nie smakuje:

Stała tam bowiem miska pełna słodkiego mleka, w którym pływały małe skrawki bielutkiego chleba. O mało nie roześmiał się z radości, gdyż był jeszcze bardziej głodny niż rano, i zaraz zanurzył w mleku głowę niemal po oczy. Wkrótce jednak wyciągnął ją rozczarowany (...) mleko, będące dotychczas jego ulubionym napojem i z pewnością dlatego postawione tutaj przez siostrę, zupełnie mu nie smakowało, prawie ze wstrętem odwrócił się od miski i odpełznął na środek pokoju.

Opiekująca się Gregorem siostra, przygotowując posiłek z mleka, czyni tak, jakby opiekowała się chorym, jakby stan Gregora był tylko tymczasowy. Robakowi-bratu nie odpowiada jednak pożywienie przygotowywane według kuchni ludzi. Siostra zauważa ten fakt, dlatego nazajutrz „śniadanie nie ma już wyłącznie „ludzkiego charakteru, a powoli upodobnia się do „zwierzęcego, stąd więc składa się (do wyboru) z kilku „potraw i miski wody, jaką daje się raczej kotu lub psu, nie zaś człowiekowi:

Była tu stara, na pół zgniła jarzyna, kości z kolacji w zastygłym białym sosie, kilka rodzynków i migdałów, ser, który Gregor dwa dni temu uznał za niejadalny, zeschnięty chleb, chleb posmarowany masłem oraz chleb posmarowany masłem i posolony. Przy tym wszystkim postawiła [Greta, siostra Gregora - przyp. D. K.], już prawdopodobnie na stałe, dla Gregora przeznaczoną miskę, do której nalała wody.

Jedzenie jest dla Gregora czynnością przykrą i to chyba nie tylko z powodu zawstydzającego menu, ale i z tego, że stał się oto obiektem eksperymentu kulinarnego. Jedzenie pod obserwacją - to by Gregora krępowało, dlatego siostra zostawia go w samotności na takie chwile. W dodatku, jak nigdy dotąd, Samsa odczuwa niezwykle mocno i poruszająco, chciałoby się powiedzieć zwierzęco, zadowolenie z jedzenia. Jego powonienie jest teraz wyostrzone, smakują mu potrawy nieświeże i porzucone przez ludzi. Estetyka pokarmu, normy zachowania się przy jedzeniu zostały zawieszone:

(...) ssał już [Gregor - przyp. D. K.] chciwie ser, który przed wszystkimi innymi potrawami pociągnął go natychmiast i nieodparcie. Szybko i ze łzami ukontentowania w oczach pochłonął jedno po drugim: ser, jarzynę i sos; natomiast świeże potrawy mu nie smakowały, nie mógł nawet znieść ich zapachu i to, co chciał zjeść, odciągnął nieco na bok.

Nic negatywnego nie przeszkadzałoby Gregorowi w jego specyficznej diecie, gdyby nie irytująca higiena sprzątania posiłków, które spożywał. Greta wynosi miskę z mlekiem, trzymając ją nie w gołych rękach, lecz przez szmatkę. W innym zaś przypadku, po skończonym posiłku, miotłą zgarnia ona nie tylko resztki jedzenia ale i to, czego Gregor nawet nie posmakował, a co przecież, gdyby trochę się nadpsuło, mogłoby być późniejszym posiłkiem. Ta ostrożność, dbanie o czystość i skwapliwość sprzątania jest swoistym ubezpieczaniem się przed „zarazą, stanowi obronę przed „chorobą brata-robaka. Krzątanie się Grety wynika z obawy, że „choroba, która dotknęła jej brata, może przerzucić się również na nią i na rodzinę. Aby się przed tym obronić należy traktować Gregora niczym trędowatego i nieczystego. Wewnątrz rodziny Gregora powstaje jakieś niepisane prawo, aby oszczędzać sobie sygnałów na potwierdzanie obecności syna, aby wyeliminować rozmowy o nim, uniknąć możliwości zobaczenia go lub usłyszenia co robi:

W ten sposób codziennie otrzymywał teraz Gregor swój posiłek; najpierw rano, gdy rodzice i służąca jeszcze spali, drugi raz po ogólnym obiedzie, bo i wtedy rodzice spali jeszcze chwilkę, a służącą siostra wysyłała po jakikolwiek sprawunek. Zapewne i oni nie chcieli, żeby Gregor głodował, lecz może nie byli w stanie dowiadywać się o jego jedzeniu, jak tylko ze słyszenia, a może siostra pragnęła oszczędzić im nawet drobnej troski, gdyż w samej rzeczy dosyć już cierpieli.

Gregor dla swych rodziców stał się przeszkodą, czymś wstydliwym, od czego próbują się odgrodzić (częstokroć zamykane i ryglowane są drzwi). Ten syn-robak coraz bardziej staje się dla rodziny ciałem obcym, wrogim i niepożądanym. Jego obecność wybija z harmonii, naraża na złośliwe obmowy sąsiadów i denerwujące przytyki i komentarze służącej. Rodzice i siostra bohatera Przemiany z racji kłopotów, jakie im przysparza Gregor tracą apetyt, milkną, stają się osowiali i skryci:

Teraz więc siostra razem z matką musiały także same gotować; co prawda, nie sprawiało to wiele kłopotu, gdyż nikt prawie nic nie jadł. Gregor wciąż słyszał, jak jedno na próżno namawiało drugie do jedzenia, a nigdy nie było innej odpowiedzi, jak: „dziękuję, mam już dosyć lub coś podobnego. Nic się też pewnie nie piło.

3. Na chudość Kafki spojrzenie drugie

Rodzice Franza Kafki ubolewali nad sposobem odżywiania się ich syna. Ojciec pisarza, sam będąc potomkiem rzeźnika, był przeciwny jarskiej diecie syna. Ten praski kupiec propagował model „silnego, zdrowego i witalnego mężczyzny; w takim wyobrażeniu nie było miejsca na kulinarne „fanaberie. Jak wspomina pisarz:

„Przez całe miesiące mój ojciec musiał w czasie jedzenia przeze mnie kolacji zasłaniać sobie twarz gazetą, póki się do tego nie przyzwyczaił.

Matka pisarza nie mogła z kolei przeboleć skromności ilościowej posiłków Franza. Według rodziców „ekstrawagancje syna przynieść mogą jedynie chorobę, same zaś w sobie są niezrozumiałym dziwactwem, przynoszącym raczej wstyd. Jak można odrzucać, „zdrową według nich, dietę, którą stosują wszyscy szanujący się mieszczanie Pragi?! Skąd pomysły zjadania tak dużej ilości „zieleniny? Co skłania poważanego urzędnika towarzystwa ubezpieczeń do odrzucenia „stylu kulinarnego, wyznawanego przez znakomitą większość ludzi? Takich pytań rodzice Kafki stawiali pewnie i więcej. Franz próbował tłumaczyć im swoją decyzję potrzebami zdrowotnymi, później (a to było najtrudniejsze) względami etycznymi. Swemu ojcu pewnego dnia podrzucał różnego typu materiały, aby m. in. przekonać go do wegetarianizmu. Wszelkie jednakże rozmowy z rodzicami o jedzeniu nie wytwarzały raczej atmosfery zrozumienia. Dlatego w swych eksperymentach żywieniowych Franz mógł liczyć na częściowe zrozumienie jedynie u jednej ze swych sióstr - Ottli oraz u Felicji Bauer - jego niedoszłej żony:

(...) bardzo mnie ucieszyło, że w głębi duszy jesteś wegetarianką. Prawdziwych jaroszów właściwie niezbyt lubię, bo sam jestem prawie jaroszem i nie widzę w tym nic specjalnie sympatycznego, tylko zupełnie coś naturalnego (...).

4. Od apetytu do głodowania

W miarę rozwoju opowiadania apetyt Gregora się zmniejsza, natomiast jego rodzina oraz sublokatorzy jedzą coraz więcej. Gregor interesuje się pożywieniem już tylko z przyzwyczajenia, z nawyku wyniesionego jeszcze z czasów kiedy był człowiekiem. Po swojej przemianie odkrywa, że jedzenie nie stanowi dla niego wartości. Podobnie jak w przypadku Głodomora bohater Przemiany nie może odnaleźć potrawy, która by mu smakowała:

Gregor nic już prawie nie jadł. Tylko, jeśli przypadkowo zbliżył się do przygotowanego jedzenia, brał dla zabawy jeden kęs w usta, trzymał go godzinami, a potem najczęściej wypluwał. Początkowo myślał, że to smutek, spowodowany wyglądem pokoju, powstrzymuje go od jedzenia; ale właśnie ze zmianami, które zaszły w pokoju, pogodził się bardzo szybko.

Wspólne kolacje sublokatorów i rodziny Gregora są wyraźną antytezą dla powoli zamierającego człowieka-robaka. Oni rozwijają się, rosną w siłę, on staje się coraz mniejszy i kruchy; oni odżywiają się mięsem, on poszukuje zgoła czego innego, z pewnością „niemięsnego. Ten kontrast występujący w Przemianie ma zbliżoną realizację również w Głodomorze, w którym ascetycznemu mistrzowi głodu sekundują najczęściej rzeźnicy. Obydwa opowiadania prezentują nie dające się ze sobą pogodzić porządki; zanik i bujność, uwiąd i rozrost, duchowość i cielesność, śmierć i życie. W Przemianie czytamy:

Usiedli przy stole [sublokatorzy - przyp. D. K.] na miejscach, na których dawniej siadali ojciec, matka i Gregor, rozłożyli serwetki i ujęli w ręce noże i widelce. Natychmiast w drzwiach pojawiła się matka z półmiskiem mięsa, a tuż za nią siostra z półmiskiem, na którym piętrzyły się kartofle. (...)
„Nie brak mi przecież apetytu - powiedział sobie Gregor, pełen troski - ale nie na te rzeczy. Oto ci panowie sobie jedzą, a ja ginę!

Opozycja między ascezą Gregora a jego niemal „żarłocznym otoczeniem dopełniana jest jeszcze dźwiękową „oprawą posiłków ludzi. Zęby, zwłaszcza ich zgrzytanie, to znamię witalności, zdrowia, ciężkości ciała ludzi. Zęby to przeciwwaga dla kłapania bezsilnych szczęk, które wyrażają obumieranie, chorowitość i wychudłość Gregora-robaka:

Dziwnym wydawało się Gregorowi, że z wszystkich różnorodnych odgłosów wydawanych przy jedzeniu słyszał tylko wciąż zgrzytanie ich zębów, jak gdyby trzeba mu było pokazać, że po to, aby jeść, trzeba mieć zęby i że nawet najpiękniejszymi, ale bezzębnymi szczękami nic się nie zdziała.

Przestrzenią ku której skłania się Gregor, a która stanowić może odpowiednik materialnego pożywienia, to muzyka. Przyciąganie muzyki jest przemożne, to ona jedynie zaspokoić może apetyt człowieka-robaka. Owa muzyka jest być może pragnieniem dostąpienia „prawdziwego świata...? W zbliżonym znaczeniu mówi się o „ziemi prawdziwej również w Głodomorze, kiedy to nogi mistrza głodu szukały oparcia, owej „ziemi prawdziwej, właśnie wówczas, gdy przerywano mu najlepszy okres głodowania. W Przemianie słuchanie muzyki prowadzi Gregora do przekroczenia bariery własnego pokoju-więzienia, do porzucenia lęku:

Gregor pociągnięty grą, odważył się posunąć nieco dalej i głowę trzymał już w pokoju rodzinnym. (...) Gregor podpełznął jeszcze kawałek naprzód, a głowę trzymał tuż przy podłodze, aby o ile możności napotkać jej [siostry - przyp. D. K.] spojrzenie. Czy był zwierzęciem, skoro muzyka tak go pociągała? Było mu tak, jak gdyby ukazała mu się droga do upragnionego, nieznanego pożywienia.

Kiedy siostra kończy grę na skrzypcach, oczarowanie pryska, apetyt na zawsze będzie niezaspokojony. Greta nie chce się z bratem dzielić muzyką-pożywieniem i tym samym skazuje go na niechybną śmierć.
Kiedy już Gregor będzie jedynie lekką, wyschniętą powłoką wymiataną z mieszkania, nastaną dla rodziny Samsów „zdrowe czasy... Oto bowiem, gdy pan Samsa odprawił uciążliwych sublokatorów, z drugiej strony...:

„(...) naprzeciw nich wyszedł [naprzeciw sublokatorów - przyp. D. K.], a potem wysoko ponad nimi pojawił się dumnie czeladnik rzeźnicki z koszem na głowie (...).

5. Na chudość Kafki spojrzenie trzecie

W jednym z listów do Felicji, który powstał jeszcze przed napisaniem Przemiany Kafka notuje:

„Była to dziś noc prawdziwie bezsenna, kiedy to jeszcze pod sam koniec, w ciągu ostatnich dwóch godzin, człowiek przewraca się do wymuszonego, wydumanego snu, w którym senne marzenia już dawno nie są senne, a sam sen tym bardziej nie jest już prawdziwym snem. A poza tym przed bramą uderzyłem się o skrzynię, którą niósł jakiś czeladnik rzeźnicki, i jej drewno wciąż jeszcze czuję nad lewym okiem.

Miesiąc po tym liście, odnajdujemy inny, napisany w czasie intensyfikowania się pracy nad opowiadaniem. Ciekawe, że ta druga autocharakterystyka była zastanawiająco zbliżona do opisów mizerności głównego bohatera dzieła Kafki, Gregora Samsy:

Moje życie składa się, i to właściwie składało się zawsze z prób pisania, i to z prób najczęściej nieudanych. Gdybym jednak nie pisał, to leżałbym już na ziemi, wart tylko tego, by zostać wymiecionym. [podkreślenie - przyp. D. K.] (...)
I w rzeczy samej, tak jak jestem chudy, a jestem najchudszym człowiekiem ze wszystkich ludzi, jakich znam, tak też i poza tym nie ma we mnie nic, co można by z uwagi na pisanie nazwać nadmiarem, i to nadmiarem w dobrym tego słowa znaczeniu.

Kafka w obydwu listach roztacza przed ukochaną obraz swojej niepozorności i słabości, nadwrażliwości. Bardzo to dziwne zachowanie pisać do ukochanej o swoich wadach i ułomnościach. Pisarz jednakże stosunkowo często czyni tego typu gesty. Zwłaszcza sugestywne określenie siebie jako wartego „wymiecenia, koresponduje z jedną z ostatnich scen Przemiany, kiedy to ciało Gregora zostaje usunięte z mieszkania Samsów miotłą sprzątaczki. Zresztą śniony czy też imaginowany obraz rzeźnika również odnajduje swe miejsce w opowiadaniu; to właśnie z tą postacią styka się scena „wyrzucenia przez służącą zwłok Gregora.
Samsa i Kafka to nazwiska o podobnej budowie. W identycznych pozycjach znajdują się jednakowe samogłoski, inne są co prawda spółgłoski, lecz położone w dokładnie tych samych miejscach nazwisk. Czy jest to przypadek czy też działanie zamierzone? Autobiografia czy autonomiczna kreacja artystyczna? Jeżeli dołączymy listy do Felicji jako świadectwa powinowactw między literaturą a życiem, na którą ze stron należałoby się zdecydować? Na pytanie dotyczące Przemiany postawione przez Gustava Janoucha, Kafka miał odrzec, że ów utwór to „niedyskrecja. Taka odpowiedź jest unikiem, zachowaniem niejasności, obroną. Czy Kafka rzeczywiście uważał się za pasożyta, robaka, kogoś zbędnego, słabowitego? Czy obawiał się, że ktoś go wymiecie z rodziny, narodu, życia? Jednoznacznej odpowiedzi na ten problem nie będzie i być nie może.

6. Jabłko i wypędzenie z raju

Pewnego dnia Gregor przypadkowo wyszedł ze swojego pokoju i trafił do pomieszczenia rodziców i siostry. Ojciec Gregora traktuje taki czyn robaka-syna za obrazę, zagrożenie i przekroczenie praw, dlatego następuje wypędzenie syna z „raju rodziny:

Gregor zatrzymał się przerażony. Dalszy bieg był zbyteczny, gdyż ojciec postanowił go zbombardować. Napełnił kieszenie owocami z tacy na kredensie i rzucał teraz, nie celując na razie dokładnie, jabłko za jabłkiem. (...) Jedno, słabo rzucone, musnęło grzbiet Gregora, ale ześlizgnęło się nie czyniąc mu szkody. Następne, rzucone zaraz po tamtym, dosłownie wbiło się w jego tułów (...).

Ojciec Gregora niczym zazdrosny Bóg, wypędza szkaradnego syna-robaka. Gregor nie spełnił oczekiwań ojca, nie zrealizował marzeń rodzica, jest synem słabym, brudnym, niegodnym. Czerwone jabłka rzucane przez ojca można rozpatrywać jako symbol płodności. W rękach ojca są manifestacją siły i brutalności, on wciąż jest pełen mocy. Jabłko przywołuje również obraz utraconego ogrodu rajskiego; u Kafki w opisie wypędzenia nie ma co prawda gorejącego miecza archanioła, lecz występuje za to nie mniej piekący cios, zadany jabłkiem. Owoc, niczym dowód przewinienia pozostaje w ciele ofiary:

Jabłko, którego nikt nie odważył się usunąć, tkwiło w ciele Gregora jako widoczna pamiątka, i zdawało się, że ciężka rana, z powodu której Gregor chorował ponad miesiąc, przypominała nawet ojcu, że mimo swej obecnej smutnej i obrzydliwej postaci Gregor jest jednak członkiem rodziny (...).

Jabłko jest od momentu wypędzenia stałym źródłem trosk i ogniskiem bólu. Cierpienia wywołane owocem prowadzą Gregora do poczucia winy względem ojca, ale i całościowego osłabienia organizmu. Ból ten zanika dopiero wtedy, gdy Gregor nie ma już instynktu przeżycia, kiedy postanawia definitywnie odejść:

Wkrótce odkrył, że już w ogóle nie może się poruszyć. (...) Czuł wprawdzie bóle w całym ciele, ale zdawało mu się, jak gdyby były one coraz słabsze, słabsze, aż w końcu całkiem zanikały. Ledwie już czuł zgniłe jabłko tkwiące w grzbiecie i rozognione ciało wokół niego, całe pokryte miękkim kurzem.

W taki właśnie sposób jabłko, według niektórych wierzeń źródło odnowy i nieśmiertelności, staje się jedną z przyczyn śmierci bohatera.

7. Na chudość Kafki spojrzenie ostatnie

Dla Kafki „prawdziwym pożywieniem, do którego tęsknił i podążał pośród obowiązków zawodowych i swego rodzaju wstydu wobec rodziny, była literatura. Karty Dziennika obfitują w wyznania, które pozwalają uprzytomnić, ile wysiłku Kafka musiał włożyć w napisanie, względnie udanych według niego, kilku linijek tekstu literackiego. Praca w zakładzie ubezpieczeń, najbliższa rodzina, nawet perspektywa małżeństwa, wszystko to było odwodzeniem od głównego celu, jakim było pisanie i literatura. To ich właśnie Kafka jest wiecznie niesyty i wiecznie spragniony:

Skoro tylko ustrój mój uświadomił sobie, że pisanie jest najpłodniejszą dążnością mojej istoty, wszystko skoncentrowało swój napór w tym kierunku, zostawiając odłogiem wszelkie zdolności zwrócone ku rozkoszom płci, jedzenia, picia, filozoficznych rozważań, a w pierwszej mierze muzyki. Wychudłem w dziedzinie tych wszystkich popędów.

Kafka stwierdza, że „wychudł dla życia praskich mieszczan, c. k. urzędników, dyskusji z przyjaciółmi; sztuka za to ma być dziedziną aktywności, w której pozostałe siły żywotne ocalą go od unicestwienia. To literatura ma być upragnioną krainą mlekiem i miodem płynącą, ziemią Kanaan.
W ostatnich dniach swego życia Kafka mógł rzeczywiście tylko nią się odżywiać, bowiem gruźlica krtani uniemożliwiała mu jedzenie. Jeśli decydował się na łykanie tradycyjnego posiłku, to tylko po zażyciu środków opiumowych lub po wstrzyknięciu alkoholu w nervus laryngeus superior. Z literaturą było o wiele łatwiej. Ona napływała do niego ze wszystkich stron, nieprzebrana... nieskończona...