DANIEL KALINOWSKI

Franza Kafki moment graniczny



1. Kiedy umierał

17 marca 1924 roku najbliższemu otoczeniu Franza Kafki ogłoszono wstępną diagnozę, której treść brzmiała wówczas jak wyrok. Lekarz wezwany przez Maksa Broda do berlińskiego mieszkania Kafki i Dory Diamant (Dymant) stwierdził gruźlicę krtani. O fakcie tym pisarza nie poinformowano, lecz on sam domyślał się prawdy. Wszak wcześniej to właśnie gwałtowny krwotok z płuc przerwał jego drugie narzeczeństwo z Felicją Bauer. To nieustające ataki kaszlu zmuszały go do urlopów zdrowotnych i wcześniejszego przejścia na emeryturę. Poważne zaawansowanie choroby Kafki zakończyło krótki, berliński okres budowania wolności, tworzenia własnego szczęścia z Dorą i utrzymywania dystansu w stosunku do rodziców. Ze wszystkich kobiet, z którymi nawiązywał bliższe kontakty, to właśnie Dora najskuteczniej uwolniła go od kompleksów i samoudręczeń. Akceptowała go bez zastrzeżeń, zasłuchana i zapatrzona weń w niemal religijny sposób. W atmosferze tak intensywnej miłości Kafka zapominał o swojej chorobie, po raz pierwszy przeżywał szczęście i snuł plany na przyszłość, widząc siebie jako męża, ojca, osadnika w Palestynie. Gruźlica rojenia te przerwała, choć być może to właśnie wobec jej nieodwołalnego zagrożenia Kafka rozwijał swoje wizje. Po kilku miesiącach wolności pisarz musiał wracać do Pragi, by znowu oddać się we władanie rodziny i pozwolić na nowe rządy: tym razem lekarzy.
Najpierw skierowano go do austriackiego sanatorium Wiener Wald w Ortmann pod Wiedniem, w którym przebywał od 5 do 10 kwietnia 1924 roku. Już wówczas, ważący zaledwie czterdzieści dziewięć kilo pisarz, z powodu uporczywego bólu krtani musiał trzy razy dziennie zażywać piramidon. Lekarze w Wiener Wald (Hugo Kraus, Arthur Bauer) nie potrafili zaradzić tej chorobie, dlatego też szukając nowej szansy uzdrowienia, oddano Kafkę na leczenie do wiedeńskiej kliniki u znanego wówczas profesora Marcusa Hajki. Pisarza z Wiener Wald przewieziono otwartym autem w deszczowy i wietrzny dzień. Dora, według świadectwa Maksa Broda, przez całą drogę stała wyprostowana, starając się zasłonić pisarza od powietrza i deszczu. Podczas dziesięciodniowego pobytu w klinice (10 - 19 kwietnia 1924 r.) personel nie roztoczył nad pisarzem szczególnie troskliwej opieki. Nie dbając zbytnio o spokój ducha chorego, umieszczono go obok umierającego człowieka, którym lekarze, nie mogąc już pomóc, zupełnie się nie interesowali. Pociechę niósł czuwający przy nim ksiądz. Profesor Hajek miał zresztą wyjątkowo surowe podejście do pacjentów. Po otrzymaniu listu od przyjaciela Kafki, Franza Werfla, proszącego o przeniesienie pisarza do separatki, miał powiedzieć:

Pisze do mnie niejaki Werfel, żebym coś zrobił dla niejakiego Kafki. Kto to jest Kafka, wiem. To pacjent z numeru dwanaście. Ale kto to jest Werfel? (B, 271)

Ze względu na złą opiekę w klinice rodzina i przyjaciele zdecydowali przenieść pisarza do sanatorium w Kierling koło Klosterneuburga. Od 19 kwietnia przez sześć tygodni przebywał Kafka w ośrodku w Kierling, gdzie miał bardzo dobre warunki; mieszkał w jasnym pokoju, wśród kwiatów, pod opieką Dory Diamant oraz młodego lekarza i jednocześnie przyjaciela Roberta Klopstocka. Stan zdrowia jednak nie poprawiał się, było coraz gorzej.
Pisarz cierpiał nie tylko z powodu choroby, ale również z powodu odrzucenia prośby o rękę Dory przez jej ojca. Od lata 1923 roku żył z Dorą w nieformalnym związku, jednakże, szanując ortodoksyjną religijność jej rodziców, napisał list z prośbą o rękę córki do mieszkającego w Będzinie w Zagłębiu Śląskim ojca Dory. Ten zaś, jako człowiek religijny i przywykły do radzenia się w trudnych momentach życiowych swojego nauczyciela, zapytał cadyka z Góry Kalwarii (najprawdopodobniej był to Abraham Mordechaj Alter), co powinien odpowiedzieć na prośbę Kafki. Charyzmatyczny rabbi po przeczytaniu listu miał odpowiedzieć krótko: „nie i ta właśnie odpowiedź smuciła Kafkę.
Dora zaniepokojona stanem zdrowia pisarza zorganizowała konsylium, w którym wzięli udział lekarze sanatorium oraz „wiedeński król chorób płucnych, Heinrich Neumann. Lekarze po naradach zakazali choremu mówić, przepisali środki znieczulające oraz przewidzieli najwyżej trzy miesiące życia. Ból w gardle był nieustający, pisarz nie mógł przyjmować pokarmów, jedynie płyny. Porozumiewał się z otoczeniem za pomocą „kartek konwersacyjnych (według określenia Maksa Broda), na których zapisywał krótkie noty. Jeden z medyków, Oskar Beck, napisał do zainteresowanego stanem zdrowia przyjaciela Kafki, Feliksa Weltscha:

Wczoraj zostałem wezwany przez pannę Diamant do Kierling. Pan Kafka miał bardzo silne bóle w krtani, zwłaszcza gdy kaszlał. Przy pobieraniu pokarmów bóle wzmagają się do tego stopnia, że prawie nie jest w stanie połykać. Stwierdziłem w krtani proces rozpadu tuberkulicznego, którym objęta jest również część nagłośni.

Stawało się jasne, że śmierć jest coraz bliższa. Mimo to Kafka niemal do końca życia pracował nad korektą zbioru opowiadań Głodomór. Jeszcze w przeddzień swojej śmierci instruował berlińskie wydawnictwo, w jakim układzie mają być zamieszczone jego nowele, zżymając się przy tym na niedbałość w wypełnianiu wskazówek. Kiedy skończył korektę, długo płakał, co wstrząsnęło młodym Klopstockiem, który dotychczas uważał pisarza za człowieka wyjątkowo opanowanego. W ostatnim dniu życia poczuł się wyraźnie dobrze i mimo bólu w gardle zjadł przyniesione przez Klopstocka poziomki. Był to ostatni pokarm jego życia. Zmarł 3 czerwca 1924 roku.
Tego właśnie dnia Dora Diamant zauważyła rano, że Kafka „źle oddycha. Pisarz zdecydowanie prosił wezwanego doktora Klopstocka o uśmierzenie bólu: „Niech mnie pan zabije, inaczej będzie pan mordercą (B. 280). Młody lekarz zrobił mu zastrzyk z pantoponu, potem zaś, kiedy uniósł głowę pisarza, usłyszał: „Odejdź Elly, nie tak blisko, nie tak blisko. Kafka mówiąc to, myślał, że to jego siostra podtrzymuje mu głowę, a nie chciał jej zarazić gruźlicą.
To zdanie wypowiedziane w tak określonym kontekście, ma jednak dużo szerszy wymiar. Można powiedzieć, iż wyraża ono postawę pisarza wobec rodziny, jego narzeczonych, szerzej - jego statusu społecznego i zawodowego, najszerzej - kultury niemieckiej czy żydowskiej, do których należał. Do każdej z tych przestrzeni się zbliżał, w różnych zakresach je wypełniał, lecz zawsze wyraźnie podkreślał swoją wobec nich autonomiczność. Chciał być i pozostał wnikliwym obserwatorem, co dawało mu zarówno siłę, jak i przyczyniało się do poczucia obcości i braku zakorzenienia. Tworzenie dystansu do życia miało lękową podstawę, co tak dobrze obrazują jego Dzienniki. Obawiał się odpowiedzialności za poczynione wybory rodzinnych i decyzje polityczne przynoszące natychmiastowe wyniki społeczne. Lęk przed określeniem się i zakwalifikowaniem odbierał pisarz jako swą poważną wadę, a stąd narastało jego poczucie winy. Z dystansu nie potrafił jednak zrezygnować.
W ostatnich chwilach życia odzyskał głos. Ze zniecierpliwieniem, wyrywając gwałtownie cewnik, kolejny raz zwrócił się do Klopstocka: „Proszę mnie już nie męczyć, po co przedłużać?. Kiedy lekarz skierował się po strzykawkę, Kafka powiedział: „Niech pan nie odchodzi. „Wcale nie odchodzę - odparł Klopstock, pisarz zaś na to: „Ale ja odchodzę. Takie były, według relacji Broda, ostatnie słowa Kafki.

2. Kiedy umarł

Zdania wypowiadane przez umierających ludzi pozostawiały w świadomości świadków zgonu trwały ślad. Pojawiało się zaciekawienie dlaczego właśnie takie słowa wypowiedział w momencie śmierci? Co chciał przez nie wyrazić? Czy płynie z nich jakaś nauka, przesłanie? Takie właśnie pytania nasuwają się, kiedy odbieramy słowa jako omeny, oznaki innego świata. Ostatnie słowa świętych, władców i artystów inspirowały do zastanowienia się nad przenikaniem świata widzialnego i niewidzialnego. Jeszcze w XIX wieku bardzo poważnie do nich podchodzono, komentowano je, stosowano do aktualnych wydarzeń lub... do własnej egzystencji. Najkrócej mówiąc, uważano że moment zgonu jako sytuacja graniczna w sensie egzystencjalnym i ontologicznym pozwala na ukazanie ponadczasowych prawd moralnych. Uważano również, że ostatnie słowa umierającego człowieka są już właściwie przejawem absolutnej prawdy zaświatów.
Franz Kafka - człowiek odszedł nieodwołalnie. Potem równie nieodwołalnie Franz Kafka - pisarz zaczął egzystować w rzeczywistości literackiego mitu. Dzień po śmierci pisarza Klopstock z Dorą poszli do sanatoryjnej kostnicy. Relacja lekarza z tej wizyty podkreśla arystokratyczność i „marmurowość twarzy:

Tak nieruchoma, mroczna, nieprzystępna jest jego twarz, jak czysty i mroczny był jego duch. Surowa - królewska twarz z najszlachetniejszego rodu. Łagodność jego człowieczej egzystencji znikła, tylko jego niezwykły duch kształtuje jeszcze znieruchomiałą, drogą twarz. Jest tak piękna, jak stare marmurowe popiersia. (B, 280)

Dora Diamant ze znajomości z Kafką wyniosła równie wzniosłe przekonania. Całe jej dalsze życie i opinie na temat pisarza ugruntowują jego portret jako człowieka niemal świętego. Uznaje ona jego sztukę za próbę zaprowadzenia ładu i porządku w chaosie świata. Pełna jakiegoś nabożnego skupienia, powściąganej wschodniożydowskiej emfazy i przekonana o duchowym przesłaniu pisarstwa Kafki, pisze o nim z natchnionym przekonaniem:

I. Ci, co znali Franza, musieli dążyć do porządku. To dążenie i przykład Franza powodowały, że potrafili nadać swoim słowom i uczynkom formę najdoskonalszą i najbardziej przystępną, gdyż jego forma, najwznioślejsza i najbliższa, stała się własną. I tak to szło - coraz doskonalej, im lepiej i bliżej się go znało.
II. Ze wszystkich znanych mi ludzi Franz był tym, który umiał najlepiej wszystko zrobić i najlepiej powiedzieć. Stąd też, generalnie, wszystko co najlepiej zrobione czy najlepiej powiedziane jest absolutnie spokrewnione z Franzem.

Świadectwo Dory jest jednoznaczne, lecz nie do końca przez innych biografów Kafki poważane. Niewątpliwie najwięcej dla zbudowania mitu Kafki zrobił Maks Brod. O tym jednak trzeba pisać osobno, tyle w procesie tym fascynacji, instrumentalności, czynników pozytywnych, jak i negatywnych. W chwili śmierci Kafki Brod zdążył już przygotować jego obraz jako człowieka spętanego codziennością, żyjącego „pełną piersią jedynie w literaturze, cierpiącego zaś wśród obowiązków rodzinnych i zawodowych, mit literata, który nie mogąc wyrazić pełni swego posłannictwa napiętnowany był poczuciem niespełnienia. Maks Brod jednoznacznie postulował traktowanie autora Procesu w kategoriach świętości lub jako człowieka wskazującego drogę:

Kategoria świętości (nie świętości literatury bynajmniej) jest chyba jedyną właściwą, w której aspekcie rozpatrywać można życie i twórczość Kafki. Ale nie należy przez to rozumieć, że był on w pełnym tego słowa znaczeniu świętym - również w jego własnym rozumieniu byłoby to twierdzenie absolutnie fałszywe, wręcz nawet bluźniercze. Niewątpliwie jednak można na podstawie wielu oznak i z należną ostrożnością, jakiej na tych najwyższych szczytach człowieczeństwa wymaga każdy krok nawet od obserwatora, wysunąć tezę, że Franz Kafka znajdował się na drodze wiodącej do świętości. (B 72)

Patetyczne momentami opisy Broda, przedstawiające Kafkę jako człowieka zmagającego się z brutalnością i banalnością życia, powodują, że łatwo można zbudować z informacji dotyczących postawy życiowej autora Procesu obraz jednostki tragicznej, która nie umie czy też nie może zbudować swego królestwa duchowego na ziemi. Do ukonstytuowania się takiego wizerunku przyczyniła się również Milena Jesenská, która będąc tłumaczką jego dzieł na język czeski (jak również adresatką listów miłosnych), po śmierci artysty pisze nekrolog, w którym określa go jako „samotnika, człowieka przenikliwie widzącego świat, przerażonego życiem. Inny fragment nekrologu jeszcze mocniej podkreśla tragiczny aspekt egzystencji Kafki:

Nazbyt był jasnowidzem, nazbyt był mądry, aby mógł żyć, nazbyt słaby, aby walczyć słabością szlachetnych, pięknych ludzi, którzy nie są w stanie rozpocząć boju ze strachem przed nieporozumieniem, nieprzychylnością, intelektualnym załganiem, z góry bowiem wiedzą, że są bezsilni i ulegli i że ich bezsiła i uległość muszą zawstydzić zwycięzcę.

Potęgowały znaczenie zacytowanych zdań wypowiedzi innych jeszcze przyjaciół Kafki. Feliksa Weltscha w dostojnych słowach pisał:

Franz Kafka führte ein äußerlich wohlgeordnetes und gesichertes Leben. Aber er war innerlich voll von Hemmungen und Noten. Er vermochte mit dem Leben nicht ins reine zu kommen. Vor sechs Jahren wurde er lungenkrank. Allmählich, mit kleinen Schwankungen, überwältigte ihn die Krankheit. Der Tod war ihm gnädig. Schmerzlos ist er verschieden, bis zum Schlus von klarstem Geist und nicht ohne Hoffnung, in den letzten Wochen mit unendlicher Liebe gepflegt von zwei Menschen, denen er alles war.

Po ośmiu dniach od śmierci 11 czerwca 1924 roku o czwartej po południu odbył się pogrzeb Kafki. Na żydowskim cmentarzu Strašnice na ówczesnych przedmieściach Pragi zgromadziła się najbliższa rodzina i przyjaciele. Wśród tych ostatnich grupa niemieckojęzycznych Żydów, artystów, których niekiedy poczytuje się za przedstawicieli ekspresjonizmu, niekiedy za twórców „Prager Kreis. Oni to, w osobach Maksa Broda, Hugona Bergmanna, Oskara Bauma, Feliksa Weltscha, Ludwiga Windera, Rudolfa Fuchsa i Friedricha Thiebergera, postrzegali Kafkę jako pisarza znaczącego, pisarza czesko-niemiecko-austriacko-żydowskiej syntezy. Koniec jego życia wiązali ze schyłkiem pewnego modelu, epoki, mitu kulturowego opartego na skomplikowanych stosunkach tradycji germańskiej ze słowiańską w żydowskim otoczeniu.
Pogrzeb Kafki odbył się w reformowanym obrządku żydowskim. Po ceremonii pożegnalnej w hali przedpogrzebowej, przeniesiono trumnę do otwartego grobu, przy którym odmówiono hebrajską modlitwę za zmarłych. Do grobu tego w późniejszych latach złożono również rodziców Kafki.
Osiem dni później na „Małej Scenie Praskiego Niemieckiego Teatru Kameralnego odbyła się uroczystość żałobna poświęcona Kafce. Przyszło około pięciuset osób, niemal wyłącznie niemieckojęzyczni Żydzi prascy. Przemawiali Hans Demetz, Maks Brod i Johannes Urzidil. Na koniec aktor teatru niemieckiego w Pradze przeczytał dwie nowele Kafki: Sen i Wiadomość od cesarza.
Wymowa ostatniego tekstu wygłoszonego podczas uroczystości poświęconej Franzowi Kafce zabrzmiała dramatycznie i - trochę wbrew intencji pisarza - profetycznie. Oto bowiem wiadomość od cesarza jednak dotarła do poddanego... Jeśli cesarz to pisarz, a poddany to czytelnik, wówczas wiadomość od przeszło osiemdziesięciu lat wciąż wywołuje interpretacje... Również w Polsce.