SCENARIUSZ MONODRAMU

PT.:


CURIOSA


(wersja z XI 1997 roku)



SCENA I

Widzowie wchodzą do sali. Na scenie widać stół, który opatulony jest rodzajem kotarek. Światło pada z góry.
Po uciszeniu słychać dudnienie spod stołu. Za chwilę trzęsie się cały stół. Aktor wysuwa rękę spod stołu. Ręka „ogląda publiczność, liczy ją, nakazuje uwagę, potem niknie. W chwilę zaś później pojawia się głowa aktora w czapeczce.
Aktor mówi:

Mademoiselles, monsieurs! Dziś curiosa, czyli dociekamy początków i końca artyzmu. Niech to, co nazywamy sztuką, w końcu zostanie nazwane...

Rozmiar: 21136 bajtów Aktora głowa znika. W chwilę później słychać melodię toporną i pretensjonalną (pieśń szturmowa) gwizdaną przez skrywanego kotarkami aktora. W świetle pojawia się jedna ręka, później druga, ręce jakby dyrygują melodią, później łapią one złożone krzesło i rozkładają je po jednej stronie stołu, to samo czynią z drugim krzesłem. Później spod stołu aktor wyciąga skrzypce i kładzie je na jednym z krzeseł, następnie spod stołu aktor wyciąga dzwonek i umieszcza go na drugim krześle.
W chwilę potem melodia milknie. Następuje zmiana świateł na zielone. Aktor wynurza głowę spod kotarek i przymilnie mówi:

Jednocześnie chcemy zauważyć, że sponsorem naszego spektaklu jest firma <Plexi-sex> - jedyny przedstawiciel dziennika dla starszych panów podglądaczy <Old playboy>.

Aktor skrywa się za kotarami. Czerwone światło gaśnie.
Aktor znowu nawiązuje do melodii, po chwili wydobywa się spod stołu, ubrany w prochowiec i czapeczkę; to artysta brukowy. Wyciąga grzebień niczym miecz, klęka przed nim, całuje go, po czym stacza walkę z niewidzialnym przeciwnikiem. Widać tu pchnięcia, cięcia i celne trafienie, skomentowane słowami: No, masz ty zdechła sztuko! Po chwili aktor przeistacza grzebień w instrument do grania. Wykonując na grzebieniu pieśń, wspina się na stół i tam tańczy układ ruchowy. Po zakończeniu wszystkich czynności zostaje mu na ustach papier od grzebienia, mimo to aktor mówi:

Na początku był dźwięk, a dźwięk istniał w nabrzmiałej przestrzeni wiecznej pieśni, a my orkiestra świata łowimy go. My muzycy światła chwytamy sztukę i...

Aktor zjada kartkę, która służyła do grania na grzebieniu, mówiąc:

niosąc ją na ustach...

Aktor połyka papier, komentując:

przetrawiamy ku pożywności ludzkości.


SCENA II

Aktor wsuwa się z powrotem pod stół, wystawia głowę i mówi:

Jesteśmy pełni odpowiedzialności, to my tworzymy rzeczywistość. Nie boimy się ciężaru zadania, łapiemy się za boki, podnosimy głos, trzymamy w ramionach niebo.

Aktor chowa głowę, za chwilę słychać jego stłumiony okrzyk O siło przybądź! Nagle stół unosi się nad ziemią. Powoli przesuwany jest ku górze. Aktor będąc już na wyprostowanych nogach, woła:

To my jesteśmy Atlasami podtrzymującymi wieczność, jesteśmy cudotwórcami.

Po chwili aktor zrzuca z siebie stół. Światło się zmienia na zielone. Aktor daje sygnał dzwonkiem i przebiega w stałe dla reklam miejsce. Mówi, wykonując postawy atletyczne:

Jak bardzo sprawny jest nasz aktor, mogliście się państwo przekonać, kiedy podnosił stukilowy stół. A wszystko to dzięki kapsułkom <Pershian eye>, które wspomagają krążenie okrężnicy, trawienie trawy i porost włosów... łonowych. Czekamy na państwa rewelacje na temat doświadczeń intymnych z <Pershian eye>. Dyskrecja zapewniona.

Zielone światło gaśnie. Aktor z powrotem skrywa się pod stołem. W białym świetle wysuwa się spod kotarki stołu i mówi:

Sztuka jest..., jest jak pełna kobieta. Ona przychodzi i oddaje się cała i każdemu, jakby bez zobowiązań, bez namysłu, nieoczekiwanie, a potencja jej jest...

Aktor chowa się pod stół i za chwilę słychać jak gwiżdże jakąś melodię Maryllin Monroe. Spod stołu zaś „wychodzą na wierzch ręce i odtwarzają taniec zmysłów.
Później spod stołu wyrzucona jest czapeczka, następnie płaszcz. Jeszcze później pojawiają się nogi, które prowadzą zmysłową grę, w końcu całe się obnażają i po kilku konwulsyjnych ruchach opadają. Melodia się urywa, koniec streap-teasu.


SCENA III

Aktor wystawia głowę spod stołu i mówi:

Sztuka być może jest naga, ale nie jest jednoznaczna. Gdyby nie hermeneutyka, egzegeza, marnie skończylibyśmy w głębinach nieobjętości. Ale... niech stanie się jasność!

Aktor chowa głowę i za chwilę wynurza się w nowym wcieleniu. Tym razem ma na sobie strój estradowy z białą koszulą i muszką. Aktor jest ekstrawagancki, ale i dystyngowany. Przypomina konferansjera lub menedżera.
Zmiana światła na pełne tzn. świeci jeden reflektor z góry i drugi z przodu. Aktor konferansjer mówi:

Nieskończoność! Nieskończoność opadła z niebiańskich niw i spoczęła na ziemskim padole. Była zemdlała, trzeba było ją cucić źródlaną wodą. Była wiotka, jej skroń przyozdobiona była wiankiem boskich kwiatów, miała też harfę.
Gdy się ocknęła poprawiła swą urodę pudrem tajemnicy, po czym stanęła za pewnym wypalonym twórcą i robiła z jego rękopisów samolociki, nadając tym samym lotności utworom poety, a jemu samemu polotu wyobraźni.
Potem kochała się z nim. Były to perwersyjne stosunki, lecz cóż... tylko takie przechodzą do tańczącej historii.

Tekst ten jest interpretowany następująco: płaszcz staje się ową nieskończonością, czapeczka jej wiankiem, grzebień harfą, kartki schowane w płaszczu samolocikami. Aktor odgrywa wszystko przy stole, kładąc na nim rekwizyty.

Po chwili zmienia się światło na zielone. Aktor daje sygnał dzwonkiem. Przebiega w przestrzeń sceniczną reklamy. Tańcząc do standardowej melodii jazzowej, wyśpiewuje tekst:

Night club <U niebieskiego ptaszka> zaprasza na pigułkę ekstazy. Miłe panie w mundurach, pryszcznice, techniki egzotyczne. Całonocny salon masażu. Dzwoń 997. Nigdy nie usłyszysz zajęte.

Po odśpiewaniu tekstu zielone światło gaśnie. Aktor powraca do stołu, dalej ciągnie wątek o sztuce. Mówi uwodząco i przymilnie:

Sztuka nie może istnieć bez nieskończoności ale i bez artysty. Dziś ujrzeć będzie można jednego takiego... artystę. Mamy go tu, w tych sześciu ścianach... Ladies! Gentlemen! Curiosa, czyli artysta we własnej osobie...

Aktor odsłania kurtynkę stołu i ukazuję pustą przestrzeń pod stołem.

O! Znowu ćwiczy bezpostaciowość i udaje mu się to znakomicie.

Konferansjer zaczyna opowieść o artyście kuriozalnym.

Tak, jest n
iezwykły. Trudno przewidzieć, czy dziś będzie stroił się w liryczność i patynę klasyki, czy też pobrzmiewał będzie niebiańskimi dźwiękami melliczności.

Liryczność komentowana jest chwytaniem niesłyszalnych akordów na skrzypcach, melliczność ukazywana jest przez wydobycie dźwięku z dzwonka.
Konferansjer dalej mówi o artyście:

Może będzie opowiadał o czasach kiedy był jeszcze głupkiem miejskim. Chodził wtedy ze swoim przesłaniem od domu do domu i wołał wielkim głosem o nadejściu epoki rozumu horyzontalnego, której on sam był skromnym przedstawicielem. Robił to nie bez przyczyny, czuł się wybrany. Chodził na szczudłach, aby mieć lepsze perspektywy na jutro; i choć niekiedy spadał w niziny społeczne, to dzięki swej niezwykłej moralności, buty miał zawsze suche.

Aktor konferansjer chodzi na krzesłach niczym na szczudłach, potem one się rozsypują, więc suwając nimi po ziemi aktor dalej się porusza. Mówi dalej o artyście:

Był wszechobejmujący, wyciągał zwłaszcza upadłe anioły i słuchał ich łkań o mężczyznach, którzy wszyscy są tacy sami i nie rozumieją, że to one są zapowiedzią epoki rozumu horyzontalnego. On to rozumiał, przyozdabiał więc je sztucznymi wdziękami i budował nieśmiertelne pomniki martwoty.

Aktor chwyta za dzwonek. Następuje zmiana świateł na zielone. Aktor zbiega na miejsce reklam. Zaczyna na melodię hard-rockową śpiewać tekst:

Huta miedzi <Szlam> chce coś ofiarować właśnie wam. Zrosty i luty nie tylko na ów miesiąc luty. Cały, cały rok, huta czeka na twój śmiały krok. Zrób sobie odlew i nie czekaj więcej na wylew! Pamiętaj huta! Pamiętaj miedzi <Szlam>. Wylew lub odlew. Tylko ty wybierasz! (2 razy)

Po skończeniu śpiewu zielone światło gaśnie. Aktor wraca na główny plan gry.


SCENA IV

Aktor-konferansjer zmienia front w swoich opowieściach. Teraz podkreśla swoją rolę w zdarzeniu z artystą kuriozalnym.:

Można w te jego opowiadania wierzyć lub nie, ale kłamstwo rozpoznacie, kiedy zacznie mówić o mnie. Ja, który jestem jego jedynym słusznym egzegetą, przedstawiony jestem jako nienormalny bękart, siedlisko kokluszu i wesz.
To tak wygląda wdzięczność? Ja mam być karłem, kukłą? A on sam?
Przecież to chudy gruźlik niepewnego pochodzenia, dumny ze swojej pozycji ciemnego poety. Mówi, że pisze o prawdzie i miłości, tymczasem miłości nienawidzi, a prawdy nie chce znać całej. Chodzi w czerni, znacząco pokasłuje. Kobiety to mdleją na sam dźwięk jego głosu. Kiedy się śmieje to... pohukuje barytonem.

Tekst ma w tonie żałość i pretensje; jest interpretowany poprzez insynuowanie gestami żydowskiego pochodzenia artysty kuriozalnego, zaś przy wypowiadaniu słów o pohukiwaniu, aktor wydobywa dźwięk ze złożonych dłoni podobny do odgłosów sowy.
Aktor-konferansjer jest teraz zaciekłym wrogiem opisywanego przez siebie artysty:

Kiedyś, gdy wierzył jeszcze w swoje posłannictwo, poszedł do mędrca w góry, aby dowiedzieć się jak głosić naukę. Mędrzec odpowiedział mu, że nauki dokonują się w przeciągu wielu lat. Nasz więc bohater wrócił do swego miasta i stawał pod mostem, stawał nagi i głosił nauki prorocze. Jego przyjaciele przychodzili i błagali go, by nie stał tak nago i w przeciągu przez wiele tygodni, ale on z tajemniczym uśmiechem odpowiadał im, że najwspanialsze nauki dokonują się...właśnie w przeciągach.

Aktor kończy ten tekst stojąc na dwóch krzesłach, przyjmując pomnikowe pozy. Potem spada z krzeseł i zbierając ze sceny rozrzucone kartki (dawne rękopisy), mówi:

No, ale bądźmy obiektywni. Proszę, oto jego karty informacyjne, tam można ujrzeć wszystko; z jakiego jest ojca, jakie ma kochanki.

Aktor rozdaje kartki papieru pierwszym rzędom publiczności jako informatory. Czynność tę komentuje słowami: Wszystko jest napisane - białe na białym.

W chwilę później aktor-konferansjer powraca do wątku prezentowania artysty publiczności. Z szerokim uśmiechem woła:

Sztuka proszę państwa nie może istnieć bez nieskończoności, bez artysty, ale i bez publiczności. Oto więc dla waszej przyjemności grażdanie. Sprawdźmy czy nasz artysta już się już się zmaterializował.

Konferansjer zagląda pod stół.

Cóż... jeszcze nie, ale obiecuję państwu, że wasze środki płatnicze nie pójdą na marne. Jest może dziki i nieokrzesany, ale może dzięki temu tym lepiej przejrzymy jego tkanki.

Nagle aktor chwyta za dzwonek i daje nim sygnał. Zmieniają się światła na zielone. Aktor pojawia się w przestrzeni scenicznej reklam i zaczyna na melodię jakiejś sentymentalnej dobranocki śpiewać tekst:

Hospicjum <No future> zaprasza do siebie. Tutaj wymagamy tylko małej zgody. Na, na handelek narządami wewnętrznymi oraz się poddania serii bezbolesnych badań. O hospicjum <No future futrzaku>.

Śpiew się urywa. Aktor daje sygnał dzwonkiem. Zielone światło gaśnie. Aktor wbiega pod stół.


SCENA V

Spod stołu słychać głos konferansjera, który przekonuje artystę kuriozalnego do występu na scenie:

Mistrzu! Ach! Już wszystko gotowe, wszyscy czekają na słowo.
Ależ oczywiście, że są rozpaleni. Nikt nie wątpi w przekaz, wszystko dziś brzmi, natchnienie jest już zogniskowane. Teraz tylko wyjść! Nie można zwlekać, nie można im dać odpocząć, mogą się poczuć zb
yt pewni.
Może subtelny kubraczek, może białą koszulę?
Już ???


Światła z przodu gasną. Aktor (artysta kuriozalny) wysuwa się spod stołu, ale z jego tylnej strony, tak, że na początku widać tylko poruszające się ręce, później krążące ramiona, następnie półnagą postać, zatopioną w tańcu. Taniec jest coraz gwałtowniejszy, aż w końcu w ekstatycznej pozie zastyga.
Aktor zwraca się twarzą do widzów, ramiona ustawia prostopadle do głowy. Najpierw odwraca głowę do jednej ręki i na jego twarzy maluje się cierpienie, później odwraca głowę do drugiej ręki i na twarzy maluje się uśmiech. Wreszcie wyciągając obydwie ręce od siebie w stronę publiczności, wydobywa z siebie pomruk nieartykułowanego przekazu. Po chwili bezruchu wznosi ręce ku górze w kapłańskim geście i intonuje Oto słowo sztuki.
Aktor chwyta dzwonek, sygnalizując reklamę. Zmienia się światło na zielone. Aktor biegnie na plan reklam i wśród podobnych ruchów jak nieco wcześniejszy taniec, mówi tekst:

Jeśli ciało chcesz mieć gładkie i sprężyste - stosuj krem <Amnezja>. Środki te pozwolą ci zapomnieć o tym, że wypadają ci włosy, że własny pies szczeka na ciebie jak wściekły i że mąż już dawno nie spojrzał na ciebie łaskawym okiem. To wszystko zniknie. Pamiętaj - kremy... a... <Amnezja>.

Aktor kończy reklamę. Daje sygnał dzwonkiem, zmiana świateł. Aktor powraca do przestrzeni stołu, zwiesza zrezygnowany głowę. W końcu rzuca spojrzenie do przodu i nagle, w geście zniecierpliwienia, odwraca się tyłem do publiczności. Powoli odgina się do tyłu i mówi tekst:

Bierzcie mnie! Weźcie moje gardło, mój szkielet i rozwlekłą twarz. Jestem gotów...

Aktor kładzie się na stole, głowa lekko zwisająca:

W tym miejscu, w tym nocnym lokalu, a może w starym teatrze, pochylam się przed wami, mecenasami sztuki i chciałbym...

Aktor robi na stole przewrót i spada na ziemię. Wstając, mówi:

Jedno co chciałbym od was, to te skromne skrawki banknotów, nie będę miał nikomu za złe, jeśli weźmie z mego ciała kilka żeber, czy nawet rękę. Wiem, co znaczy być zbieraczem samorodnych talentów. Bierzcie!

Aktor wstaje z klęczek i zabiera się do odebrania kartek publiczności, które wcześniej były rozdane jako informatory przez konferansjera.

A te papierki... Nie zwlekajcie... Trzeba dawać... To daje radość... Przecież wszyscy o tym wiecie... Odwagi...Tylko dawanie. Bądźcie ludźmi sztuki!


SCENA VI

Aktor zabrawszy kartki-banknoty siada przy stole, mówiąc:

Zbieram te pieniądze, bo jak wiadomo ze sztuki trudno wyżyć... A ten mój konferansjer... Był tu ten karzeł, ta kukła, bękart, siedlisko kokluszu i wesz? Przecież on mi nawet nie płaci za to, co tutaj wygaduję. Opłaca tylko moje życie i każe głosić te jego żałosne olśnienia pełne majaków i choroby.
Niech więc będzie.


Aktor artysta kuriozalny przeprowadza prelekcję o strukturze świata:

Drodzy państwo! Najważniejsza jest odwaga, dzięki której będziemy mogli realnie spojrzeć na świat.
Dlatego potrzeba nam nowej szkoły, w której nauczyciel jest wykrochmalony, ułożony i opakowany, ze szlifem...


Aktor kolejno ogrywa koszulę, marynarkę, płaszcz i czapeczkę.
W chwilę później daje sygnał dzwonkiem. Zmiana świateł. Aktor zbiega w przestrzeń reklam i dziecięcym głosem woła:

Babciu! Babciu! Odkąd używam nowego wybielacza <Smuga cienia>, nie widzę żadnych plam, tylko biel! Czy to dlatego, że od wybielacza mam bielmo na oczach? Babciu!

Sygnał dzwonka, zmiana świateł. Aktor wraca do stołu. Ciągnie dalej „cudzą opowieść, manipulując przy tym przy dzwonku:

Pod opieką naszych wybielonych mistrzów decydujemy się poznać świat do głębi. Metalowymi chwytakami wyciąga się z grubych słojów karty ksiąg zsiniałe od formaliny. Tam widać krzewiący się i puszczający pędy błazeński nos...

W tym momencie dzwonek pozbawiony jest górnej miseczki i widać jego wewnętrzną konstrukcję.

Ale cóż z tego? Może i jest błazeństwem próbować wydrzeć naturze tajemnice, ale niech nikt nie myśli, że my twórcy-kontrolerzy nie podołamy wyzwaniu...

Dzwonek jest składany, następnie karty-banknoty teraz stają się kartami do gry. Aktor rozdaje je trzem niewidocznym graczom i sobie. Słychać komentarz:

Musimy uporządkować ludzi. Określić politykę i cele. Obdzielamy się strefami wpływów. Pozycje muszą zostać nazwane.

Aktor podzieliwszy karty na fikcyjnych uczestników gry, zagląda kolejno w ich rozdanie i komentuje układy:

I co my tu mamy? Para... A tutaj? Trójka... A tam? Kareta? A najbliżej serca? Poker! Od razu widać kto z arystokracji!

Aktor składając karty i budując z nich papierowe domki, twierdzi:

Teraz więc ustalanie podstaw jest zakończone, nasze twory są wdzięczne i zasłaniają niebo. Nikt nie może nam zarzucić, że budowaliśmy na piasku. Jeśli ktoś nie wierzy, rozpętamy wiatr historii i okaże się, że wszystko stoi jak stało.

Aktor wzbudza wiatr historii, biorąc głęboki oddech i wypuszczając powietrze w górę. Markuje tylko, nie skierowuje strumienia na domki z kart, co nie przeszkadza mu stwierdzić:

A jednak stoi!

Aktor chwyta za dzwonek. Zmiana świateł na zielone. Aktor podbiega do miejsca reklam i dramatycznie mówi:

Dzisiejszej nocy spodziewamy się gwałtownych wiatrów historii z wschodu, co jest związane z klinem frontu wyżowego z zachodu. Możliwe napady (opady) od strony Niemiec i fala hołoty (duchoty) z Rumunii. Poza tym zwyżkuje biurokracja (cyrkulacja) chmur.
Po nas choćby potop.
Prognozę pogody podała sonda głębinowa, kosmiczna SAT- SZMAT. TV SZMAT i już.


Dźwięk dzwonka. Zmiana świateł. Aktor wraca do przestrzeni stołu.


SCENA VII

Aktor znowu przy stole. Spogląda na bezład rekwizytów, wznosi ręce do góry w kapłańskim geście, czyniąc zaśpiew:

Oto słowo jego sztuki.
Sprzedaję za bezcen tę prawdę, którą on zdobył kiedyś siedząc całymi nocami nad foliałami, sprzedając swoją krew za budzące go z drzemki ukłucia owadów. Powiedziano mu, że w księgi trzeba się wczuwać, całe więc tygodnie tylko wczuwał się...

Aktor przepuszcza między palcami kartki papieru z komentarzem: Absolutne wczucie się przez zatkany nos.

Czy on myśli, że to już wszystko? Że już uchwycił? Głupiec! Ach! Wywrócić świat na drugą stronę, odrzucić kurz eksponatów, podzwonne dzwonów. Niczego nie ma i wszystko jest... Precz ze światem, precz ze światem, precz...!

Aktor roznosi w szaleństwie dekorację, wywraca do góry nogami stół, biczuje się płaszczem, krzyczy. Światło gaśnie.


SCENA VIII

Aktor w krótkich błyskach ognia ukazuje się do połowy nagi, w pełnych napięcia pozach. Szepcze błagalnie: Światło... Pozy są próbami uchwycenia nieznanego światła. Aktor zapala świeczki, trzymając je w ręce, powoli przechodzi z nimi po przestrzeni gry. Mówi:

Nocne szczekanie psa
Przywołuje westchnienia okaleczonych przedmiotów
Porozrzucane po świecie
W ciemności się poszukują
Mają ostry język
I nie przebierają w środkach
By się wywyższyć
Dopiero pełne rozświetlenie
Odkrywa ich śmieszne korpusy
Obtoczone kurzem i urwanymi snami
Jęczą spętane obcością
Błagając o słabsze światło


Aktor układa kolejno rekwizyty na przewróconym stole, mówiąc:

Ta melodia stąd się wydobywa.
Z niesionych jak wotywna chorągiew pragnień...


Ułożenie skrzypiec.

...z głosów sumienia...

Ułożenie koszuli.

...z pojazdu ciała...

Ułożenie marynarki.

...z warunków i klimatów pór roku...

Ułożenie płaszcza.

...z dumy wyzwolonego umysłu...

Ułożenie czapeczki.

Ta melodia się otwiera... Ona niewątpliwie mówi, że...

Aktor gasi dzwonkiem świeczki. Jest ciemno.

Po chwili aktor woła:

Ciemność zafundowała państwu firma <Osram>!

Koniec spektaklu. Przy ewentualnych oklaskach aktor mówi:

Nad bezpieczeństwem spektaklu czuwała agencja ochroniarska <Pała Jack>.