DANIEL KALINOWSKI


ODRADEK


- monodram -

(wersja z 1998 r.)





SCENA I

Półmrok. Na scenie stoi rząd czterech składanych krzeseł przykrytych białymi prześcieradłami, pod którymi ukrywa się aktor. Naprzeciw tego stoi wirujący, dźwiękowy stroik, obok niego umieszczony jest gipsowy odlew twarzy aktora.
Po stopniowym wygaszeniu światła na widowni, słychać śpiew alikwotów. Po chwili aktor ukryty z tyłu rzędu krzeseł zsuwa zszyte prześcieradła do tyłu i wchodzi w "tunel krzeseł". Przeciskając się przez krzesła, mówi tekst:

Rozmiar: 32572 bajtów
Całe dnie, lata i wieki
Głoduję,
Toczę swe żebra,
Nasłuchuję
Dźwięków tajemnych trzewi...


Aktor rozłożywszy całe ciało na krzesłach, odpychając się od podłogi rękoma, przesuwa się po całej scenie. Jednocześnie mówi:

Skierowany na azymut łaknienia,
Wysuszony złudzeniem nagrody,
Skuty zniewalaniem przyzwyczajeń,
Z narkotykiem połykania wiatru

Jestem larwą ... pragnę odrodzenia
Lecz gubię się przy natręctwach...

Aktor pozostawia za sobą kolejne krzesła, rozczłonkowując tym samym figurę uwięzionego w kokonie człowieka. Dalej trwa wygłaszanie tekstu:

Jestem wyczulony na podszepty
Kolorów pobliskiej codzienności,
Twarzy gorejących żywnością.

Nie mógłbym jednak zaprzestać głodowania,
Porzucić świetlistego spojrzenia,
Zaprzeczyć przewzniosłości odwodnienia.

Lecz zdradzony zostałem...
Zapchała mnie jadłem...
Moja własna ręk
a!
Znów popaść muszę w sen.


SCENA II

W ciemności słychać śpiew alikwotów, światło z góry odkrywa aktora „rodzącego się z krzesła. Grający dokonawszy tego, staje wyprostowany, dumny, tuż przy widzach. Aktor na ich oczach zrzucił z siebie larwistość; teraz jest to postać ubrana w białe spodnie ogrodnicze, w czarny, krótki podkoszulek i papierową czapkę. Słychać tekst:

Razem z głodomorem ...
Jesteśmy braćmi syjamskimi.
Zrośnięci stopami jesteśmy.

Aktor schodzi z krzesła i powtarzając słowo „stopami, prezentuje groteskowy układ taneczny, kończąc go zawołaniem: „Jestem cieniem głodomora.
Następnie kontynuuje opowieść o sobie i głodomorze:

Akuszerka ciągnęła za głowę,
Lecz wydobyła zbuntowane bulwy,
Które siebie za podstawę wybrały.

Odtąd wspólni krokami,
Wzajemne panaceum na życie.
Błękitnieją nam golenie,
W stopach odnajdując pełnię.
Widzimy się w cieniach.
Tylko, że ja pożeram wszystko,
Nawet głodomora.

Podczas wypowiadania tekstu aktor wykonuje obroty wokół własnej osi, ukazując twarz własną i gipsową maskę. Kończy tekst schowaniem maski do kieszeni spodni.


SCENA III

Aktor buduje stół z krzeseł i zasiada przy nim jak biesiadnik. Wyciągając powoli spod stołu świeczki stroika, stawia je na blacie „stołu. Mówi, interpretując rekwizytami tekst:

Moje dłonie mają cudowną moc
Wykrajają puste studnie
W ciele głodomora.

Nawet jeśli cios jest niecelny,
Zagrzewa mnie to do walki.
Stwarzam nową grawitację,
Zataczając ręką złowrogie koła
Nad moją ofiarą.
Ścięgna i przeguby mego wroga więdną
Pod blaskiem mych kłów.

Po ostatnich słowach światło, które oświetlało aktora, zostaje wyłączone. Grający widoczny jest dzięki świeczkom umieszczonym na stole. Ostatnie słowa tekstu milkną wraz ze strąceniem i zgaszeniem świec:

Graweruję na jego udach blizny,
Nadgryzam ciasto jego ramion,
Filetuję skórę czaszki.
Wszystko dla śmierci mego wroga.

Prawdziwej śmierci,
Przezroczystej linii konturów,
Brakuje w ciemnej klatce zwanej życiem,
Dlatego ciągle go przebijam.



SCENA IV

Następuje zupełna ciemność. Słychać śpiew alikwotów. Reflektor punktowy wyświetla postać aktora w układzie z końca pierwszej sceny. Następuje przebudzenie ze snu:

Śniło mi się, że opanował mnie demon.
Mówił o swojej obecności w moim cieniu.


Aktor podrywa się z półleżącej pozycji i zaczyna budować konstrukcję z krzeseł przypominającą schron. Tworzy się tu obraz trzech celek. Najniższa jest podświadomością, środkowa opisuje świadomość, najwyższa mówi niczym nadświadomość. Aktor wypowiada tekst:

Muszę budować zasieki, zamki, twierdze
Przed ogniem posępnych wizji, który trawi
Miasta i krainy posuchy,
Blizny potoków mej twarzy.

Na szczycie konstrukcji pojawia się maska z czapką. Tekst ten mówiony był z przestrachem.

Może lepiej niech boskie zwyciężają biodra.
Dzielne, zwięzłe lędźwia.
Może lepiej niech brzuch przełknie przeciwności
I gładko strawi mielizny.


Tekst był mówiony groźnie, komentowany w dolnej celce przez drapieżne ręce.

Zastygłość moich brew,
Skamieniałość włosów,
Nie zasiedlają ptaki
Ostatniej nadziei.

Tekst interpretowany był z nutą obojętności. Wypowiedziany zaś został w środkowej celce.
Następnie w celce najwyższej aktor wykonuje gest wieczności. W chwilę potem w celce najniższej znowu ukazują się drapieżne ręce. Słychać głos:

A może, niech uda przycisną do ściany
Rozrzedzone przestrzenie i szczyty.
A może, niech łydki skąpane hizopem
Ugniotą nową historię!


Jako swoisty komentarz do powyższych słów pojawia się twarz, mówiąca w środkowej celce:

Miechem policzków,
Piecem nozdrzy,
Czeluścią ust,
Ogień deltą uchodzi do mych oczu.

Po chwili w najwyższej celce pojawiają się dłonie w geście modlitwy.
Reakcją na ten gest jest ukazująca się w najniższej celce pięść, słychać również okrutny śmiech.
Następuje cisza.


SCENA V

Po zagraniu trzech sfer aktor odchodzi od konstrukcji i stojąc obok niej mówi:

Nie zniosę dłużej rozdarcia,
Odradzam sobie siebie.

Aktor wyciąga ogień i podpala papierową czapkę. W ten sposób niszczy siebie. Mówi zaklinając:

Obym upadł w gniazdo błota,
W pleśń mięsa.
Obym sczezł w sześciu ścia
nach,
W pajęczynie słowa.
Wybujałą przyszłość zetnę,
W torsjach wyrzucę przeszłość.
Oby szybciej...
Oby mocniej...
Teraz, teraz...już!!!

Czapka zrzucana jest z krzesła, pada na ziemię, jest niszczona. Następuje ciemność.


SCENA VI

Słychać śpiew alikwotów. W czerwonym świetle pojawia się postać aktora otulona w prześcieradła. Aktor odsłania tylko usta. Jest znowu demonem, charakteryzującym się przednio-językową wymową spółgłosek wargowych. Demon przybiera teraz postać samotnika, nad-umysłu, nie zniżającego się do sfer ziemskich.
Mówiony jest tekst; część pierwsza przy widocznych widzom ustach aktora, część druga przy eksponowanej dłoni i ustach, część trzecia przy gestykulujących rękach i ustach:

Głodomór został pokonany
Nie znoszę jego ascezy i milczenia.
Ja zaś jestem człowiekiem słowa:
Jednym głosem topię
Połyskliwe czółna ludzi,
Opasłych nadzieją i tradycją.

Drugim głosem uwodzę
Neofitów o zdumionych oczach
Krążących wokół objawienia

Trzecim głosem rzucam
Wyzwanie wszelkiej wątpliwości,
Ocieram się o bluźnierstwo i pychę.
Jednak chcę, chcę pełnego nazwania!


SCENA VII:

Głowa aktora wysuwa się spod prześcieradeł. Postać przypomina posąg ubrany w togę. Jest w tym coś antycznego, sakralnego, choć i demiurgicznego. Postać próbuje sięgnąć w trzewia życia:

Nie kryję swych ambicji.
Pytam o granicę życia i śmier
ci.
Odpowiedzi szukam w ludziach.

Aktor przywołuje na scenę dwoje ludzi. Podczas wypowiadania tekstu wykorzystuje ludzkie postacie jak marionetki:

Stawiam ich wobec problemów,
Mamię możliwościami wyboru.
Strach zastępuję ciekawością,
Obawę obietnicą boskości.
Jestem ich starym druhem...
Kusicielem.

Ostatnie słowa w statycznym obrazie: mężczyzna i kobieta trzymają się za ręce, konstrukcja z krzeseł jest swoistym drzewem poznania dobra i zła, aktor zaś kreuje postać węża podającego do skosztowania zakazany owoc.
Aktor przechodzi teraz do bezpośredniego oddziaływania na figury ludzkie. Mówi tekst:

Przebie
ram palcami po ich czołach,
Uciskuję erogenne strefy
Czy ciemnieje w oczach?

Lubię sięgać w trzewia,
Poznawać cudze niestrawności.

Kocham porządek struktur
Dlatego... oddzielam głowę od brzucha
Lub brzuch od głowy.
W zależności kto czym myśli.

Ludzie mnie jednak zawodzą
Wciąż jestem tułaczem po wyspach ich mar
twoty
Gnostykiem oddzielonych rzeczy,
Który zabijając szuka życia.


SCENA VIII

Dwoje ludzi jest odsyłanych na miejsce. Aktor podchodzi teraz do konstrukcji z krzeseł, ściąga jedno krzesło i zakłada je na głowę niczym koronę. Dzieje się to wraz z mówionym tekstem:

Jestem więc zwycięzcą,
Odradzam bierność i pokorę.
Sam siebie koronuję,
Gdyż nie ma wyższego nade mną.
Pragnę zdobyć potęgę,
Zamieszkać w jej labiryncie
I być w jej sercu strażnikiem.

Aktor wchodzi teraz na tron z krzeseł i wygłasza mowę królewską:

Jestem boskim gatunkiem.
Ws
zystko podpowiada mi o wyższości brania.
Zagryzam więc helleńską faunę,
Miętoszę kolonię kurhanów,
Wchłaniam zastępy oleodruków.
Żądam większego pyska,
Aby w końcu wszystko zrozumieć.

Aktor wstaje i ogłasza: „Uwaga! Nadchodzę!
Po tych słowach aktor robi krok naprzód i spada ze stolca. Słychać rumor rozpadającej się konstrukcji; krzesłowa „korona spada aktorowi na szyję, dusi go. Postać demona osuwa się na ziemię. Następuje ciemność.


SCENA IX

Słychać śpiew alikwotów. Białe światło ukazuje leżącą postać aktora w marynarce. Prześcieradło zostało odrzucone. Postać budzi się ze snu, wystraszona wizjami szuka schronienia:

Śniło mi się, że opanował mnie demon.
Mówił o swym zwycięstwie nade mną.
Ciągał mnie po fałszywym Edenie,
Ukazywał jak pokonać ludzi.
Bluźnił...

Aktor buduje kolejny schron z krzeseł. Aby to zrobić, nakłada kolejno krzesła na plecy i przesuwając się na kolanach po podłodze, ustawia je w jednym miejscu. Mówi tekst:

Muszę chronić się w zwałach treści.
W ryciu znaleźć ocalenie.
W korytarzach i sztolniach ucieczkę

Muszę memu gniazdu nadać sens,
Cementować je własną krwią.
Muszę okrywać się całunem doświadczeń,
By przeżyć choćby do jutra.

Wci
ąż liżę kryształy górskie,
Uzyskując chłód rozumienia,
Lecz nigdy nie miałem widzeń.



SCENA X

Aktor zbudowawszy schron, układa teraz świeczki w stroiku. Na koniec ożywia ów element. Dzieje się to w trakcie tekstu:

Wpatruję się w drzewo życia,
Szepcząc ze skrzydlatymi mrówkami,
Zazdroszcząc schronienia pszczołom,
Niemiejąc wobec mitycznych ptaków i zwierząt.

Wtapiam się w drzewo życia,
Oplatając oczy konarami,
Wystawiając uczucia na chybotliwość gałęzi,
Kierując umysł ku słojom pnia.

Drzewo mego życia...
Nie odkrywa się.
Dalej wiruje i dźwięczy.
Ono odradza, chyba odradza...


SCENA XI

Aktor ustawia krzesła w pozycji jak na początku spektaklu, przykrywa je prześcieradłami i powoli przesuwa się ku końcowi tak zbudowanej scenografii. Słychać tekst:

Chodziłem po ogniu pożądań
Wędziłem szpik kostny
Codziennie garbowałem skórę
Rany posypywałem solą

Aby odrzucić pokusę zwykłości.
Aby odegnać jej zaduch.

Myślałem, że wystarczy być głodomorem,
Aby stworzyć samooświecającą łaskę,
Lecz odkryłem, że jestem...
Pożeraczem ogromu niespełnienia
Obłaskawiaczem dzikich ludzi
Połykaczem roztopionych żalów
I odradzam sobie jakiekolwiek odradzanie.

Po ostatnich słowach aktor zarzuca na siebie prześcieradła i niknie w kokonie. Następuje ciemność rozświetlana tylko świeczkami stroika. Słychać ciche, miarowe dzwonki stroika. Koniec spektaklu.