DANIEL KALINOWSKI , PRZED/PODMIOTY

SŁUPSK 1998-2000




OJCU poświęcam



SPIS TREŚCI:
Dęby, Dom, Drzwi ,Lustro, Kredens ,Dzbanek, Solniczka , Serwis, Krajalnica, Palarka do kawy, Szafa, Piec, Fotel, Łóżka, Nuty, Skrzypce, Księgi, Wenus, Maszyna do szycia, Psy i kot, Stodoła, Chlewik, Obora, Dom dla służby, Warsztat, Kopaczka, Młocarnia, Sieczkarnia, Brukwiarka, Centryfuga, Sztiwaga, Ule, Czereśnie ,Śmieci, Szczury, Skarb, Fundamenty i bruk, Kamień




Dęby

ojciec matka
i chorowite dziecko
dębów
stoją przy wejściu
grubymi brzuchami
rozpychając przestrzeń
konarami karmiąc chmury
są wielkie
zbyt wielkie jak na tę pustą okolicę
nawiedzaną przez zachodnie wichury
i nocne pioruny
dębowi strażnicy
trwają już kilkaset lat
zdążyli nawet rozplenić swe potomstwo
przy tej łupinie
zwanej domem
pełnym płodności lecz bez nasienia



Dom

ściany z gliny i sieczki
wywietrzały w cegłę i zaprawę
a więc z pruskiego muru
zostały tylko prusaki
i dębowe belki
zimno beznadziejnie zimno
kaflowe piece próbują coś ratować
ale wiatr wywiewa
dobre chęci
grzyb przebija się od podłogi
z dachu zacieka
pośrodku wahanie
dokąd można uciec
przed sobą


Drzwi

drzwi w tym domu są brudne
widać stare warstwy farby
jeśli je obedrzeć
trzy skorupy odchodzą całkiem szybko i łatwo
pozostaje jednak jeszcze jedna
najbardziej obca
żółtawobiała ze śladami ruchu pędzla
ukazuje jakiś kwadrat
pajęczynę
znaki runiczne
słońce przeklinane
dalej dalej
między liniami farby wyziera już zapach drewna


Lustro

kryształowe szkło lustra dostało wysypki
pojawiły się też komplikacje
lustrzana farba łuszczy się i odpada
a z nią płatki poniemieckiej gazety
o ochronie roślin
poza tym
w tej oprawie z farby olejnej
ledwo widać biedermayer
za to mocno widać gwoździe
jako dodatkowe wieszaki
schowek na grzebienie zawiera środek
owadobójczy, stare monety i żyłkę na ryby
jakaż ciekawa przeszłość mieszkańców tego domu
myśliwstwo, zbieractwo i asenizacja
chyba
lecz dla kogo


Kredens

leżał w kurniku
wśród odchodów
co wytrawiły liszaje trądu
nawet ptactwo
nie składało w nim jaj
jakieś hordy szczurów
wytrzebiły z wdzięku rogi ścian
to dziwne jak długo
wieńczy kredens korona
choć nadłamana i wyszczerbiona
jeszcze króluje
naprzeciw przeznaczeniu


Dzbanek

był ogromnie pękaty
stał w misie
pełnej nicości
aż pękł
ktoś próbował go ratować
i połączył skorupy
nakrętką i śrubą
bardzo pomysłowe
taki dzbanek pomieści
ze dwa litry smarów
i wspomnień
świetnej przeszłości
bez przyszłości


Solniczka

z piasku powstała
a może wystawała
to pies ją wykopał
podwójne pojemniczki
kryształowe i nadgryzione
przez dzieci
rzucające w nią kamienie
jak w tarczę
solniczka to dla domu
sól ziemi
dlatego teraz stoi w kuchni
pomiędzy obtłuczonymi
czajniczkami z tego samego piasku


Serwis

kto go widział
ten zapomni
biały
nawet nie wystawny
raczej toporny
a przede wszystkim zimny
od czasów dzieciństwa
w hucie K & A Krautheim Selb Bavaria
żadnej obecności
chyba że kaczki
co przychodzą z niego pić wodę
to niewiele
ale zawsze jest jakiś sens
istnienia


Krajalnica

aleksandra ma na imię
i rzeczywiście kroi chleb
równo-równie
dostojnie
tak jak się nazywa
mimo sędziwego wieku nie stęka
i nie piszczy
kiedy się kręci jej korbką
jest wciąż ostra
i jednakowo przecina palce
tym którzy byli i tym którzy są
krew z chlebem
to smakuje jak samotność


Palarka do kawy

nadpalone ziarno owsa
i zasuszone kadłuby insektów
oto ingrediencje
kawy której nikt nie wypije
może to z winy zardzewiałych łapatek
mieszalnika z drewnianą rączką
o zapachu wiśni
może z powodu wyszczerbionego kołnierza
co utrzymywał palarkę w palenisku
chociaż
komu by się chciało tłuc
ziarno w moździerzu
zalewać w sitku czekać
aż osad spocznie
to zbyt długo na te czasy
na które nikt nie czeka


Szafa

na strychu stała
pełna metropolii korników
i wiszących ogrodów
pająków
z dnem
i wyspą szmat
miedziane okucia na drzwiach
pokryte łuską farby
toczą rozmowę ze sobą o ludziach
którzy w niej skrywali się
i pisali ołówkiem
swe nazwiska
Katz
Rade
na pamiątkę dla tych
którzy nie nadeszli


Piec

pagoda z żar-ptakiem
na szczycie gonty
sprowadzona nie z Kantonu
lecz z Neusalz am Oder
żeliwne łuski
i szachownica ścianek
są wciąż gorące
od rdzy
nad drzwiczkami
bledną oczy okienek
do podglądania
ognia
który już nigdy nie zapłonie
zabrakło palacza
jest wypalony


Fotel

pokolenia rąk opierały się
na listwach
teraz wytartych i popękanych
ciężary rodów spoczywały
na wygiętych nogach
które dziś zbito grubiańskimi ćwiekami
wzór na siedzisku
był czysty
bez serca wydziarganego kozikiem
które nic tu nie znaczy
fotel jest twardy
tylko taki mógł przetrwać


Łóżka

dwie rozmowy o zapachu mięty
usłane zasuszonym rumiankiem
owinięte barchanowym płótnem
by nie uleciały na pola
te łóżka są
wystarczająco miękkie dla twardego snu
i wystarczająco twarde dla miękkich ciał
łóżka różnych światów
jedno z krągłościami
drugie jak skrzynia bez wieka
kobieta i mężczyzna
przedzieleni deską
przykryci ciszą
śnią o sadzie


Nuty

nuty
mówiła kobieta
leżały i gniły
albo zżerały je myszy
więc paliliśmy nimi w piecu
aż huczało i wizgało
z opraw do nich
robiliśmy pudła dla kurczaków
tak pięknie szczebiotały i chwytały w dzioby
strzępy nut
agamemnon
taki wykoślawiony napis
na bethoven sonaten
to pamiętam
ale kto by się na tym poznał



Skrzypce

kupione za dwa worki pszenicy
to bardzo dużo jak na czasy zaraz po wojnie
Nicolo Genari je wymuskał
choć podobno to tylko
lutnicza manufaktura na Śląsku
a jednak wystarczyło, aby pomarzyć
o dobrym wykształceniu i towarzyskim obyciu
po trzech latach złożono skrzypce w trumnie futerału
i zawarto kamieniem niepamięci
dopiero po trzydziestu latach
dusza się poruszyła
i wystawiła na widok publiczny
kształt o strunach
z ciszy


Księgi

najlepsze były ilustracje
zwłaszcza kolorowane
można je było wycinać
i naklejać na karton
a potem grać w wojnę
portretami obcych ludzi
tacy srodzy z brodami wśród błyskawic
albo brało się karty ksiąg
robiło wielkie samoloty
i puszczało na przestwór strychu
podpalając im ogony
tak majestatycznie konały
koślawe inicjały
i najeżone litery
nie zostawiły popiołu


Venus

nieprzyzwoicie tłusta
z tandetnymi zaróżowionymi amorkami
na czarnobiałym rysunku
venus się rozchyla
a amorki zdyszane z wysiłku
opadają na ziemię
ten wóz jest stanowczo za ciężki
a tu jeszcze trzeba dzierżyć w drugiej ręce
łuk lirę gałązki wawrzynu
venus się uśmiecha
a z jej ust wychyla się plama czerni
to zbutwiałość
rysunku którego kształty
coraz bardziej rozrzedzone


Maszyna do szycia

wyrzucić czy zostawić
oto jest pytanie
niby to ładna
jakieś tłoczone w żeliwie orły
zawijasy z metalu
ale po co
ona stoi bezużytecznie
choć mechanizmy jeszcze działają
niemal jak za czasów międzynarodowej wystawy w Melbourne w 1880
albo podczas Franz Josef Kaiser Koenigvungarn w Bielefeld w 1887
gdzie otrzymała medal
potem zaś ruszyła z Dusseldorfer Werbe Ausstellung w świat
z hasłem Vitam Exsolvere Perartes
i certyfikatami
fur hervorragende leistungen
Industrie und Handels Ministerium zu Wien
Louis Littauer model F
to dobra firma
w końcu to przecież Adler
przyda się na podstawę do telewizora
albo na stół ogrodowy
jakiemuś Holendrowi
fetyszyście-faszyście


Psy i kot

rudy zwany z powodu rosyjskiej duszy Borysem
jest złośliwy w obgryzaniu rowerzystów
i opon samochodów wyraźnie
chciałby zostać drapieżnym ptakiem
biały jako naganę za lizusostwo dostał imię Pimko
jednakże wciąż patrzy w oczy każdemu jedzeniu
i marzy o centralnym ogrzewaniu w budzie
pan kot okazał się kotką
na szczęście bezpłodną
lecz za to niełowną
Pani K. panika pani kotka pięknotka
w jej imieniu przewija się filologia
co zapomniała nalać mleka do miski
wszystkie zwierzaki są malowniczą grupą
w oczekiwaniu na kaszę i kości
które zostały rzucone


Stodoła

sto dołów
z niej zostanie
już niedługo
może z dziesięć lat
i dosięgnie ziemi
zresztą pochyla się ku niej
chyba tak od pięćdziesięciu lat
ma przegniłe korzenie zębów
i powykręcane kości
ale kiedyś
gdy stodołę rzucili na pastwę
ryczącym ciągnikom
te zdechły
wieszając się na szubienicy jej więźby
a więc jeszcze jedna zima
jeszcze jedne roztopy
może uda się ocalić życie
stodole
kolejny raz


Chlewik

to tutaj wyziębiały się brzuchy
parników i kotłów z karmą
tutaj kurze pchły zakładały latyfundia
prosa i pszenicy
tutaj wreszcie królowały
króliki
wszystko pod miłosiernie
parującym z szyby słońcem
zaś w nocy pod ochroną
stróży szczekających przez sen
potem nastąpił potop
zwany lepszym jutrem
co wysuszył okolicę
ze zwierząt i chlewików


Obora

pusta
wybrzuszona od pustki
w której przegląda się mrok
resztki słomy
złamana drabina
czasami zapach koni może wołów
wyczuwany przy ścianach
i we wnętrzu cegieł
obora bez zwierząt jest pozbawiona sensu
ale dalej stoi
i karmi spokojem
zardzewiałe cielsko samochodu


Dom dla służby

nazwany piekarnikiem
przez tych którzy tu przyszli
i wędzili w nim swój apetyt
palili rąbanymi stołami i szafami
były przecież takie dziwaczne
a poza tym dębowe
więc długo płonęły
z krwawiącą wiśnią
tchórze w domu dla służby
także tam mieszkały
wychylały swe pyski
dopóki nie spłonęły w pożarze
ogień strawił wszystko
z fundamentem
z przeszłością


Warsztat

zamurowane drzwi
to było do niego wejście
z tych czasów
pozostało cmentarzysko
narzędzi
kości wierteł
szczęki pił
szkielet centryfugi
leży też korpus na wpół zgniły
wertyku co dawno zapomniał
o zapachu czystej bielizny
ale nikt tu nie daje za wygraną
stukocze i warczy
bezruch



Kopaczka

teraz nie wykopuje już ziemniaków
chyba że kamienie
teraz one zapełniają pole
i chwasty
Lanz LR 20
ma niską cenę na złomowisku
i wysoką u handlarzy starzyzną
przyjeżdzają więc do kopaczki
obmacują
w końcu zniesławiają
ona stoi nieruchomo
milczy
z napisem na korpusie
1,5 ltr. Öel


Młocarnia

sto jedenaście lat
mówił człowiek z muzeum
damy za nią skrzynkę wódki
w ratach
taki wiek zobowiązuje do bezruchu
choć ścięgna transmisyjnych pasów jeszcze nie sparciałe
a przekładnie wciąż się pocą
drewniane koła młocarni zabito
blokadą i gliną
sita przesypują kurz
i ciszę
w brzuchu maszyny zamiast ziaren
mysie odchody
lepiej niczego nie dotykać
bo się zapadnie
w katalogowy numer muzeum


Sieczkarnia

przy sieczkarni trzeba być
uważnym
koło zamachowe wciąga włosy
wyobrażeń
nabijane ćwiekami wałki
zgniatają kości
naiwnym którzy później piszą
krwią po ostrzach
a one są jeszcze niezużyte
ucinają dłonie
nie powstaną już eposy
nie ta epoka
koło wciąż wiruje
bez początku i końca


Brukwiarka

wystawiona na wiatr i deszcz
bez zębów
z jabłkami w gardle
zamiast buraków
miele rdzę i żołędzie
wciąż pracuje
tyle że wreszcie dla siebie
żadnych ludzi żadnych zwierząt
tylko samotność
jak nagroda wieczna
lecz na ziemi
w niebo nie wierzy
stamtąd wiecznie pada deszcz
wieje noc


Centryfuga

jeszcze widać
na niej cukier mleka
trochę ściemniał w zatoce rdzy
lecz przebija się do metalowych delt
z których od dawna
nie płynie śmietana
na sitku kultura skorków
założyła cmentarzysko
drewno korbki jest zimne
jak tylko potrafi
być bezruch
jedynie w środku maszyny
jakaś fuga nadziei
tęsknota do centrum
którego obroty
nie
ustanne


Sztilwaga

teraz
jarzma na ludzkie wyobrażenia
bo wcześniej
trzymały na wodzy woły
dumę i siłę gospodarza domu
kiedyś zmusili go aby zawiódł je
z całym dobytkiem na „wakzał
i tam w podzięce
zastrzelili go
została sztilwaga
bez wołów i bez gospodarza
mimo że samotna
i że wisi na wietrze bez wiązadeł
wygina się ze zmęczenia
spętano ją bowiem niemożliwością
powrotu do tego
co przeszło


Ule

pszczeli dom ma półokrągły dach
z próchniejących desek
okienka wylotowe
które służą pchłom
psów
odkąd mieszkają tu psy
nic nie pozostanie w tajemnicy
choćby faszystowski plakat
skryty na dnie ula
teraz leży na powierzchni
i zwabia trupie muchy
nie zaś pszczoły
które zdziczały


Czereśnie

tylko dwa drzewa
a tyle historii
o jednym że stare
i płynące słodyczą
za dużo nawet jak
dla rodziny
która ją sadziła
lub która jeszcze nie nadeszła
o drugim że wysokie
nad wyraz
i urąga
rozsądkowi i piorunom
szkoda je ścinać
sąsiedzi i szpaki przestaną odwiedzać
tyle dobra
zaniknie


Śmieci

w kilku miejscach zapada się ziemia
i odkrywa wyrobiska
śmieci
jeszcze do niedawna były tu hałdy
szmat złomu folii
sznurków
wręcz gospodarstwo węzełków i pętelek
to pewnie odczynianie uroków
przed zapadnięciem się w noc
ale nie pomogło
teraz podchodzi tu potwór
o pomarańczowej gardzieli
i stalowym żołądku
zostawiając plastikowe odchody


Szczury

to tutaj
szczury miały gniazdo
kiedy karmione były zwierzęta
szczury pierwsze wyjadały z koryta
zagryzały też małe króliki
i kradły kurze jaja
w tym były przemyślne
jeden kładł sobie jajo na brzuch
trzymając je łapami jak zachwyt
drugi ciągnął pierwszego za ogon
jak opitego ajerkoniakiem
nadszedł wreszcie wabiszczur
i nakreślił dziwne znaki na ścianach i ziemi
w nocy szczury same się zagryzły
a wabiszczur leżał pijany


Skarb

skarb miał być w piwnicy
ale zamiast niego były tam gazety
żadnego „zeitung
tylko
„Pielęgniarka i Położna z 1974 oraz „Głos Pomorza z 1983
a także robactwo i zdechłe myszy
tudzież butelka po wódce
to całkiem dużo
jak na tradycję
tych co próbując ratować
niszczyli
żadnej poezji
za to ślady życia


Fundamenty i bruk

to musiał być inny dom
po cztery pomieszczenia w jednej i drugiej części domu
widać tego dowody
wśród podwórkowego bruku zostały korzenie
fundamentów z kamienia
to piaskowiec
topornie ciosany czerwonawy, zielonkawy, szary
niekiedy porowaty z wysiłku
w końcu tyle lat utrzymywał ludziom ściany
miał prawo trochę się osunąć
teraz kiedy ściany już zburzone
został zwrócony niebu
i może znowu oddychać pełną piersią
tylko dla siebie


Kamień

omszały kamień
przy wejściu-wyjściu
ciekawe
co z niego wyrośnie.